Zdążyć przed Panem Bogiem – opracowanie i streszczenie
Wstęp
Jest 1977 rok. Hanna Krall siada naprzeciwko Marka Edelmana, ostatniego żyjącego dowódcy powstania w getcie warszawskim, i włącza magnetofon. Nie pyta go jednak o daty i liczby, choć te też się pojawią. Pyta o to, jak wyglądał tamtego dnia, co czuł, kiedy stał przy bramie na Umschlagplatzu, dlaczego wybrał taki, a nie inny sposób umierania. Tak powstaje "Zdążyć przed Panem Bogiem", jeden z najważniejszych polskich reportaży XX wieku.
To książka o dwóch życiach jednego człowieka. Pierwsze rozegrało się w getcie, gdzie dwudziestoparoletni Edelman decydował, kto ma prawo żyć choć trochę dłużej. Drugie toczy się w warszawskiej klinice kardiologicznej, gdzie ten sam człowiek, już jako lekarz, walczy o pojedyncze serca. Krall splata oba wątki w jedną opowieść i pokazuje, że to właściwie ta sama historia, opowiedziana innym językiem.
Dla współczesnego czytelnika (i maturzysty) to lektura, która burzy wyobrażenie o bohaterstwie. Nie znajdziemy tu patosu ani jednoznacznych wzorców do naśladowania. Znajdziemy pytanie, które zadaje sobie każdy, kto przeżył coś, czego inni nie przeżyli: dlaczego akurat ja? I odpowiedź, że nie ma na to dobrej odpowiedzi, jest tylko konieczność, żeby dalej robić to, co się umie robić najlepiej.
Geneza i kontekst powstania
Hanna Krall poznała Marka Edelmana w połowie lat siedemdziesiątych. Edelman, z zawodu kardiolog, przez wiele lat unikał rozgłosu i odmawiał udzielania wywiadów na temat swojej roli w powstaniu w getcie warszawskim w 1943 roku. Uważał, że powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia, we wcześniejszym wywiadzie dla zagranicznej prasy, i że dalsze powtarzanie tej historii nic nowego nie wniesie.
Krall udało się jednak nakłonić go do rozmowy, a efektem tych rozmów był reportaż opublikowany po raz pierwszy w 1977 roku. Forma książki jest nietypowa jak na tamte czasy: to nie chronologiczna relacja z wydarzeń, lecz zapis żywej rozmowy, pełnej urwanych wątków, powrotów, sprzeczności i milczenia. Krall celowo nie porządkuje opowieści Edelmana w klasyczną narrację historyczną. Sam bohater zresztą wprost mówi jej w pewnym momencie, że nie piszą historii, tylko piszą o pamiętaniu.
Utwór trzeba czytać w kontekście dyskusji, jaka toczyła się w Polsce i na świecie wokół sposobu opowiadania o Zagładzie. Świadectwo Edelmana burzyło ówczesny, uproszczony obraz powstania w getcie jako czystego aktu heroizmu. Sam bohater wielokrotnie podkreśla, że nie chodziło o zwycięstwo ani o realną szansę przetrwania, tylko o wybór sposobu umierania, i że to spojrzenie budziło opór wśród ludzi przywiązanych do bardziej podniosłej wersji wydarzeń.
Streszczenie szczegółowe
Sweter i dziewiętnasty kwietnia
Reportaż otwiera scena, w której Krall pyta Edelmana o strój, jaki miał na sobie w dniu wybuchu powstania: czerwony sweter z angory, zdjęty zwłokom zamordowanego Żyda, dwa skórzane pasy na krzyż, latarka, dwa rewolwery. Edelman opowiada rzeczowo, bez emocji, że obudziły go strzały, ale ubrał się dopiero po południu, bo było zimno i strzelano jeszcze daleko.
Tego dnia, osiemnastego kwietnia wieczorem, sztab Żydowskiej Organizacji Bojowej (pięciu ludzi, wśród nich Edelman i Mordechaj Anielewicz) zebrał się, by podzielić między siebie tereny obrony. Nazajutrz Niemcy mieli rozpocząć ostateczną likwidację getta. Edelman opisuje, jak jego oddział bronił terenu tak zwanego getta fabryki szczotek, jak wysadzono minę pod bramą i jak trzej niemieccy parlamentariusze z białą chorągiewką zostali ostrzelani, mimo że nie doszło do trafienia. Ważne było samo to, że się strzela, że pokazuje się światu, iż Żydzi stawiają opór.
Umschlagplatz i czas selekcji
Duża część opowieści cofa się do wcześniejszej akcji likwidacyjnej z lata 1942 roku, kiedy przez sześć tygodni codziennie odprawiano transporty do Treblinki. Edelman, jako goniec szpitalny, miał przepustkę pozwalającą mu stać przy bramie na Umschlagplatzu i wyprowadzać stamtąd tych, których organizacja uznała za najbardziej potrzebnych żywych. Przez jego ręce przeszło w ten sposób czterysta tysięcy ludzi idących do wagonów.
Krall przywołuje mechanizm złudnej nadziei, jaki Niemcy stosowali wobec mieszkańców getta: numerki na życie, potem maszyny do szycia, wreszcie obietnica chleba dla tych, którzy dobrowolnie zgłoszą się do transportu. Ludzie ustawiali się w kolejkach po bochenki chleba, a potem szli prosto do wagonów jadących do komory gazowej. Edelman podkreśla, że wiedzieli, dokąd jadą te pociągi, bo wywiadowca imieniem Zygmunt sprawdził to osobiście na miejscu, ale nikt w getcie nie chciał w to uwierzyć.
Choroba głodowa
Osobny fragment reportażu poświęcony jest badaniom klinicznym, jakie lekarze getta prowadzili nad głodem, dopóki mieli jeszcze na to czas i pacjentów. Krall cytuje fragmenty prawdziwej pracy naukowej "Choroba głodowa", opisującej kolejne stopnie wychudzenia, zaniki narządów wewnętrznych i przemianę psychiczną głodujących ludzi. Zestawienie suchego, medycznego języka z opisywaną rzeczywistością (matka odgryzająca kawałek ciała zmarłego z głodu dziecka) jest jednym z najbardziej wstrząsających momentów całej książki.
Decyzja o powstaniu i pytanie o sposób umierania
Krall pyta wprost, dlaczego bojownicy nie zdecydowali się na zbiorowe samobójstwo, tak jak zrobili to Anielewicz i jego towarzysze w bunkrze na Miłej 18. Edelman odpowiada, że nie wolno poświęcać życia dla symboli, nawet dobrych. Opowiada za to o różnych pomysłach, jakie krążyły wśród bojowców: żeby usiąść rzędami na wałach Cytadeli i czekać na rozstrzelanie, żeby podpalić całe getto i spłonąć razem z nim. Ostatecznie zwyciężył pogląd, że umieranie z bronią w ręku jest godniejsze niż bez broni, więc podjęto decyzję o zbrojnym oporze. Sam Edelman zaznacza, że nie było to prawdziwe powstanie w sensie wojskowym, bo w ŻOB było zaledwie dwustu dwudziestu ludzi. Chodziło wyłącznie o wybór sposobu umierania.
Śmierć Anielewicza i bunkier na Miłej 18
Ósmego maja Niemcy odnajdują centralny bunkier organizacji na Miłej 18. Mordechaj Anielewicz zabija najpierw swoją dziewczynę Mirę, potem siebie. Za nim idą inni: Lutek Rotblat zabija matkę i siostrę, a potem siebie, osiemdziesięcioro ludzi w bunkrze popełnia samobójstwo. Edelman z niewielką grupą towarzyszy, w tym z dwiema kobietami zarabiającymi wcześniej na życie prostytucją, którym odmówiono szansy wyjścia z getta, przedostaje się do kanałów i dziesiątego maja wychodzi na aryjską stronę.
Życie po wojnie i decyzja o medycynie
Ostatnia część reportażu przenosi nas do powojennej Polski. Edelman wraca do Warszawy, kładzie się do łóżka i śpi tygodniami, nie mogąc odnaleźć celu w świecie, w którym nikt już na niego nie czeka. Żona, Alina Margolis (w tekście Ala), zapisuje go na medycynę. Z początku nauka zupełnie go nie interesuje, aż pewnego dnia słyszy na wykładzie zdanie o tym, że lekarz, znając objawy, powinien umieć rozpoznać chorobę tak, jak rozwiązuje się łamigłówkę. To zdanie coś w nim odblokowuje.
Krall przeplata tę historię z opisem konkretnych operacji, które Edelman przeprowadza wspólnie z Profesorem, kardiochirurgiem, w kolejnych dekadach. Najważniejszy wątek to walka o życie pana Rzewuskiego, prezesa Automobilklubu, który trafia na stół operacyjny w stanie świeżego zawału serca, mimo że podręczniki medycyny wyraźnie zakazują operowania w takim stanie. Wcześniej ta sama, eksperymentalna metoda odwrócenia krwiobiegu (pomysł zrodzony ze wspólnych rozmyślań Edelmana i Profesora) ratuje życie panu Rudnemu i pani Bubnerowej. Za każdym razem Profesor, zanim wejdzie na blok operacyjny, siedzi sam w gabinecie, a Edelman czeka pod drzwiami, uniemożliwiając mu ucieczkę.
Kompozycja i technika narracyjna
"Zdążyć przed Panem Bogiem" nie ma tradycyjnej fabuły ułożonej chronologicznie. Krall świadomie miesza porządek wydarzeń: skacze między dniem dziewiętnastego kwietnia 1943 roku, akcją likwidacyjną z 1942 roku, powojennymi operacjami kardiochirurgicznymi i rozmowami prowadzonymi w czasie teraźniejszym reportażu. Ten zabieg ma swoje uzasadnienie: pamięć nie działa liniowo, a książka jest właśnie zapisem pamiętania, nie podręcznikiem historii.
Charakterystyczna dla reportażu jest forma dialogu. Krall zadaje pytania, czasem drążące, czasem naiwne z pozoru, a Edelman odpowiada, poprawia się, ucieka od tematu, czasem odmawia dalszej rozmowy. Autorka nie ukrywa tej dynamiki, przeciwnie, robi z niej główne narzędzie budowania napięcia. Widać to choćby w scenach, w których bohater pyta ją, czy podoba jej się historia z reflektorem, świadom, że jego opowieści mogą zostać odebrane jako efektowne anegdoty.
Ważnym zabiegiem kompozycyjnym jest też technika kontrapunktu: sceny z getta przeplatają się ze scenami z kliniki kardiologicznej, tak by czytelnik sam dostrzegł analogię między odraczaniem wyroku śmierci w 1943 roku a odraczaniem zawału w latach siedemdziesiątych. Krall nigdy nie nazywa tej analogii wprost, pozwala jej wybrzmieć przez samo zestawienie.
Charakterystyka bohaterów
- Marek Edelman: narrator wspomnień, ostatni żyjący członek dowództwa Żydowskiej Organizacji Bojowej, po wojnie kardiolog. Człowiek, który przez całe życie robi to samo: stoi przy bramie i wyciąga z tłumu skazanych tych, których jeszcze da się uratować. Unika patosu, nie znosi wielkich słów, a swoją decyzję o zostaniu lekarzem tłumaczy koniecznością dalszego "odpowiadania za życie", nie chęcią zadośćuczynienia czy poszukiwaniem sensu.
- Mordechaj Anielewicz: komendant ŻOB, młody, ambitny, pełen młodzieńczego zapału, syn handlarki ryb z Solca. Załamuje się psychicznie po raz pierwszy, zobaczywszy akcję deportacyjną na własne oczy. Ginie w bunkrze na Miłej 18 razem ze swoją dziewczyną Mirą.
- Profesor: kardiochirurg, przełożony Edelmana w klinice, człowiek eleganckiego wykształcenia i wielkiej wrażliwości, który boi się nie tyle śmierci pacjenta, ile oskarżenia kolegów o eksperymentowanie na człowieku. Jego operacje w stanie ostrego zawału (uważane w tamtym czasie za niedopuszczalne) stają się przełomem w polskiej kardiochirurgii.
- Adam: symboliczna postać dawnego idola narratora, przedwojenny podchorąży, człowiek przyzwyczajony do posiadania broni. Kiedy zabraknie mu broni, przestaje działać, a po aresztowaniu ukochanej dziewczyny załamuje się psychicznie. Ginie od granatu w getcie.
- Zygmunt: bojownik, ojciec małej Elżuni ukrywanej w klasztorze w Zamościu, prosi Edelmana przed śmiercią, by ten zaopiekował się jego córką. Ratuje grupę, strzelając w reflektor podczas ucieczki przez wyłom w murze.
- Alina Margolis (Ala): żona Edelmana, która po wojnie zapisuje go na studia medyczne, gdy on sam nie potrafi znaleźć w sobie siły do działania.
Najważniejsze motywy literackie
- Motyw wyboru sposobu umierania: centralny motyw książki. Bohaterowie getta nie mają wyboru między życiem a śmiercią, bo śmierć jest przesądzona. Mają jedynie wybór formy tej śmierci: z bronią czy bez broni, publicznie czy w ukryciu, godnie czy w poniżeniu. Ten motyw wraca też w scenach szpitalnych, gdzie Edelman próbuje zapewnić pacjentom "komfortową śmierć", jeśli nie da się ich już uratować.
- Motyw odraczania wyroku (wyścig z Panem Bogiem): Edelman opisuje swoją pracę lekarza jako próbę osłonięcia płomienia świecy, którą Bóg właśnie chce zgasić. Chodzi nie o unieważnienie wyroku, tylko o jego odroczenie, choćby o kilkanaście lat, bo każde odzyskane życie ma sens, nawet jeśli kończy się tak samo jak wszystkie inne.
- Motyw pamięci i jej zniekształceń: rozmówcy Edelmana (dziennikarze, koledzy, tłumacze) wciąż domagają się poprawienia szczegółów, żeby bojowników było więcej, żeby matka Anielewicza nie handlowała rybami, żeby Jurek Wilner wytrzymał torturę cały miesiąc, nie tydzień. Krall pokazuje, jak łatwo prawdziwe wydarzenia obrastają w wygodniejszą, bardziej heroiczną legendę.
- Motyw godności wobec upodlenia: powracająca scena z beczką, na której Niemcy publicznie obcinali Żydowi brodę na oczach śmiejącego się tłumu, staje się dla młodego Edelmana punktem zwrotnym. Postanawia wtedy, że nigdy nie da się "wepchnąć na beczkę", i to postanowienie tłumaczy całe jego dalsze życie.
- Motyw milczenia i niewypowiedzianego: wiele najważniejszych scen (gwałt w sali gimnastycznej na Umschlagplatzu, chłopiec, którego trzeba było zasypać w piwnicy) Edelman opowiada beznamiętnie, jakby chciał się od nich zdystansować. Krall celowo nie komentuje tych fragmentów, zostawiając czytelnikowi ciężar milczenia.
- Motyw zwykłego życia jako wartości: pacjenci Profesora (pan Rudny z jego maszynami, pani Bubnerowa z długopisami, pan Rzewuski z fabryką) myślą pod narkozą nie o wielkich sprawach, tylko o pracy i codzienności. Krall pokazuje, że właśnie ta zwyczajność jest tym, o co toczy się cała walka: o prawo do banalnego, codziennego życia.
- Motyw lekarza jako strażnika życia: zawód lekarza staje się w książce naturalnym przedłużeniem doświadczenia z getta. Edelman mówi wprost, że kto dobrze zna śmierć, ten czuje większą odpowiedzialność za życie, nawet za jego najmniejszą szansę.
Podsumowanie: pewniak egzaminacyjny
Na maturze z tą lekturą warto pamiętać o kilku rzeczach.
Po pierwsze, "Zdążyć przed Panem Bogiem" to reportaż, a nie powieść: opiera się na autentycznych rozmowach Hanny Krall z Markiem Edelmanem, ostatnim żyjącym dowódcą powstania w getcie warszawskim. Po drugie, kompozycja jest celowo nieliniowa: wątki z 1943 roku przeplatają się z wątkami z powojennej kliniki kardiologicznej, co samo w sobie jest nośnikiem sensu.
Zapamiętaj też najważniejsze zdanie, które streszcza całą filozofię bohatera: nie chodziło o zwycięstwo, tylko o wybór sposobu umierania. Do tego dochodzi motyw lekarza odraczającego wyrok śmierci, czyli metaforyczny wyścig z Panem Bogiem, oraz motyw pamięci, która pod naciskiem otoczenia zamienia się w wygodniejszą legendę.
Jeśli w zadaniu maturalnym pojawi się pytanie o bohaterstwo, warto właśnie na tę lekturę się powołać jako na przykład antybohaterskiej narracji o Zagładzie: bez patosu, bez jednoznacznych wzorców, za to z uporczywym pytaniem o cenę przeżycia i sens dalszego życia po nim.