Dziady, część III – streszczenie

Adam Mickiewicz · Romantyzm

Wstęp

Wyobraź sobie dwudziestoparoletniego więźnia, który zamiast błagać o litość, wstaje i krzyczy Bogu prosto w twarz: "Daj mi rząd dusz!". To nie przenośnia z podręcznika, tylko dosłowna scena z III części "Dziadów" - momentu, w którym polska literatura przestaje grzecznie prosić, a zaczyna się kłócić. Mickiewicz pisał ten dramat w Dreźnie, na gorąco, kilka miesięcy po klęsce powstania listopadowego, i widać to na każdej stronie: to tekst pisany z wściekłości, nie z dystansu.

Dla dzisiejszego czytelnika największym zaskoczeniem bywa to, jak bardzo "Dziady" są sceną polityczną, a nie tylko romantyczną balladą o duchach. Owszem, jest tu magia, są upiory i noc zaduszkowa, ale prawdziwym horrorem okazuje się carska biurokracja: śledztwa bez dowodów, kibitki wiozące nastolatków na Sybir, salon, w którym torturowanie dzieci jest tematem rozmowy przy herbacie. Brzmi znajomo z dzisiejszych wiadomości o systemach represji bardziej, niż mogłoby się wydawać.

To też dramat o tym, jak łatwo bunt przeciwko krzywdzie zamienia się w pychę. Konrad, główny bohater Wielkiej Improwizacji, ma słuszność w swoim gniewie na cierpienie narodu, ale w pewnym momencie przestaje kochać ludzi, a zaczyna chcieć nad nimi władać - "jak Ty". Ten moment, w którym idealista staje się niebezpieczny dla samego siebie, jest dokładnie tym, co czyni "Dziady" wciąż aktualną lekturą, a nie tylko obowiązkowym testem z dat i cytatów.

Przedmowa

Mickiewicz otwiera dramat autorskim wstępem, w którym pisze wprost, że przez pół wieku Polska była areną okrucieństwa ze strony carskich władz i uporczywego oporu ze strony narodu. Wskazuje na konkretnego winowajcę: senatora Nikołaja Nowosilcowa, kuratora wileńskiego okręgu szkolnego, który po roku 1823 sfingował śledztwo przeciwko Towarzystwu Filomatów i Zgromadzeniu Filaretów, żeby zdobyć łaskę cara. Efektem tej intrygi były aresztowania kilkuset młodych ludzi, zamknięcie kilku szkół i zesłanie kilkudziesięciu studentów w głąb Rosji. Autor zaznacza, że opisane wydarzenia oparł na faktach i nie potrzebował niczego wyolbrzymiać, bo rzeczywistość rosyjskich represji przewyższała wszystko, co mógłby wymyślić.

Prolog

Akcja zaczyna się w celi klasztoru bazylianów w Wilnie, przerobionego na więzienie polityczne. Więzień Gustaw śpi, a nad nim czuwa jego Anioł Stróż, który wspomina, jak troszczył się o duszę chłopca od dzieciństwa i jak bezskutecznie próbował odciągnąć go od zgubnych, romantycznych namiętności. Gustaw budzi się i rozmyśla o naturze snu, marzenia i wolności - w Rosji "wolność" oznacza tylko zdjęcie kajdan z rąk, żeby założyć je na duszę. Skazany na zesłanie, czuje się żywym trupem dla własnej ojczyzny.

Zaraz potem Gustaw pisze węglem na ścianie łacińską inskrypcję: po jednej stronie "Gustavus obiit" (Gustaw umarł), po drugiej "Hic natus est Conradus" (tu narodził się Konrad). To symboliczna śmierć starego, kochanka cierpiącego z powodu osobistego nieszczęścia, i narodziny nowego bohatera - poety, którego cierpienie będzie już cierpieniem całego narodu. Nad śpiącym snuje się jeszcze krótka refleksja o potędze ludzkiej myśli, która potrafi poruszyć niebo i piekło.

Akt I

Scena I. Korytarz i cela Konrada

Noc wigilijna. Kilku młodych więźniów wymyka się ze swoich cel, żeby spędzić czas razem u Konrada, którego cela jest najdalej od strażniczej wartowni. Dołącza do nich świeżo aresztowany Żegota, zamożny gospodarz porwany prosto ze stodoły, który naiwnie wierzy, że całe śledztwo to tylko pretekst do wymuszenia okupu. Więźniowie po kolei opowiadają swoje historie: Tomasz, najdłużej przetrzymywany, przyzwyczaił się do więziennego głodu do tego stopnia, że świeże powietrze przyprawia go o zawrót głowy. Jacek zostawił żonę w połogu i żartuje z chiromancji, wróżąc przyszłemu dziecku spotkanie z carskim sądem.

Atmosfera gęstnieje, gdy do celi wchodzi Jan z najświeższą, najgorszą wiadomością: dwadzieścia kibitek wywiozło na Sybir uczniów ze Żmudzi. Jan opisuje ze szczegółami scenę pod więzieniem - skute dzieci, urzędnika mierzącego wagę łańcuchów, młodego Janczewskiego, który mimo wywózki krzyczy z podniesioną głową "Jeszcze Polska nie zginęła", i Wasilewskiego, tak skatowanego podczas śledztwa, że umiera w drodze do kibitki, niesiony na rękach żołnierza jak zdjęty z krzyża Chrystus. Więźniowie modlą się za zmarłych i przeklinają cara. Feliks, żeby rozładować napięcie, opowiada anegdotę z czasów swojej służby w Hiszpanii, gdy uszedł z życiem dzięki temu, że bronił imienia Matki Boskiej, i śpiewa ponurą piosenkę o poddaństwie wobec cara. W tle rozbrzmiewa też opowieść Żegoty, przypisana poecie Antoniemu Goreckiemu, o diabłu próbującym ukraść ludziom ziarno wiary i wolności - i przegrywającym, bo prawda zawsze w końcu wykiełkuje.

Punktem kulminacyjnym sceny jest przemiana Konrada. Podczas śpiewu Feliksa milknie, blednie, a potem zaczyna recytować własną, mroczną "Pieśń zemsty" o upiorze żądnym krwi wroga. Towarzysze próbują go uspokoić, ale Konrad wpada w trans wizyjny, mówi o wzniesieniu się nad ludzkość, o oku przeszywającym przyszłość jak miecz, o starciu z ogromnym krukiem, który przesłania mu widok. Osłabiony, traci przytomność. Przerażeni koledzy uciekają z celi na dźwięk klucza w zamku - zbliża się nocny obchód strażników.

Scena II. Wielka Improwizacja

To najsłynniejszy fragment całego dramatu - monolog Konrada wypowiedziany w samotności, już po odejściu towarzyszy. Konrad zaczyna od stwierdzenia, że jest samotnym śpiewakiem, którego pieśni nikt naprawdę nie rozumie, bo słowo zawsze zdradza uczucie. Stopniowo jednak jego ton się zmienia: z pokornego poety staje się kimś, kto rości sobie prawo do władzy nad naturą i duszami ludzkimi na równi z samym Stwórcą.

Konrad twierdzi, że potrafi kierować gwiazdami "jak na szklanych harmoniki kręgach", że jego pieśń jest tworzeniem równym boskiemu, a jego miłość do ojczyzny i narodu przewyższa miłość, jaką ludzie zwykle żywią do pojedynczych osób - nazywa siebie "Milijonem", bo cierpi za miliony rodaków. Żąda od Boga "rządu dusz": władzy, by rządzić ludźmi uczuciem, tak jak Bóg rządzi światem. Gdy Bóg milczy, Konrad interpretuje to milczenie jako dowód, że Bóg jest tylko zimną mądrością, nie miłością - i w akcie bluźnierczej desperacji rzuca w Niego oskarżenie, nazywając Go "carem" wszechświata.

W tym momencie traci przytomność. Nad jego ciałem toczy się niewidzialna walka głosów - chóru diabłów, które chcą dobić upadłego w pysze bohatera, i chóru aniołów, które go bronią modlitwą. Diabły triumfują, że omdlenie przyszło o krok za wcześnie, zanim Konrad zdążył wypowiedzieć ostateczne bluźnierstwo, które przypieczętowałoby jego potępienie.

Scena III. Egzorcyzm

Do celi wchodzą przełożony klasztoru z braciszkiem zakonnym i księdzem Piotrem, wezwani, by opatrzyć osłabionego Konrada. Ksiądz Piotr rozpoznaje w konwulsjach więźnia obecność złego ducha i rozpoczyna egzorcyzm. Duch, mówiący ustami Konrada po francusku, niemiecku i po łacinie, próbuje kpić, pochlebiać i zwodzić egzorcystę, przyznając się w końcu, że jest tylko drobnym sługą szatana wysłanym, by wciągnąć duszę więźnia w rozpacz i pychę. Ksiądz Piotr zmusza go w końcu do wyznania prawdy: konający więzień potrzebuje Komunii świętej - Ciała i Krwi Pańskiej. Zły duch zostaje wygnany, a ksiądz Piotr modli się, ofiarowując Bogu siebie w zamian za grzechy młodego Konrada, wierząc, że ten jeszcze się poprawi i wsławi imię Boże. Scenę zamyka chór aniołów śpiewający kolędę o tym, że Bóg objawia się małym i pokornym, nie mędrcom ani królom.

Scena IV. Dom wiejski pode Lwowem

Zmiana miejsca i tonu: młoda, pobożna Ewa modli się przed snem za ojczyznę i za nieznanego jej autora patriotycznych wierszy, o którym słyszała, że siedzi w więzieniu. Zasypia i ma sen o aniołach otulających ją kwietnym wiankiem, o Matce Boskiej i Dzieciątku Jezus obsypujących ją kwiatami. W finale sceny anioł błogosławi jej niewinny sen, porównując go do spoczynku świętego Jana Ewangelisty na piersi Chrystusa.

Scena V. Cela księdza Piotra

Ksiądz Piotr, modląc się w swojej celi, dostaje proroczą wizję losów Polski. Widzi naród porównany do biblijnego Chrystusa: cierpiący, prowadzony na sąd przed "Gala" (Francję), skazany przez europejskie mocarstwa reprezentowane jako Piłat umywający ręce. Widzi krzyż o ramionach uczynionych z trzech zaborczych mocarstw, na którym umiera Polska, by potem zmartwychwstać i wstąpić do nieba. Wizja kończy się obrazem tajemniczego "namiestnika wolności" o imieniu liczbowym "czterdzieści i cztery" - jednej z najbardziej zagadkowych i dyskutowanych przepowiedni w polskiej literaturze, interpretowanej jako zapowiedź przyszłego wybawiciela narodu.

Scena VI. Pokój sypialny senatora

Groteskowa scena kontrastująca z poprzednią mistyczną wizją. Senator (czyli Nowosilcow) śni koszmar, w którym na przemian upokarza się przed carem i jest poniżany przez dworski śmiech, a chwilę później przeżywa fantazję o awansie, orderach i władzy. Nad jego łóżkiem dyskutują diabeł i anioł stróż, targując się o to, ile cierpienia zafundować grzesznikowi we śnie, by go nastraszyć, ale nie doprowadzić jeszcze do ostatecznego potępienia.

Scena VII. Salon warszawski

Przenosimy się do eleganckiego salonu, gdzie arystokracja i wyżsi urzędnicy rozmawiają po francusku o balach i modzie, całkowicie obojętni na cierpienie rodaków. W tle, przy drzwiach, młodsza generacja Polaków rozmawia po polsku o uwolnieniu więźnia politycznego Cichowskiego i o okrutnych metodach śledczych, jakim był poddawany - opisanych tak drastycznie, że starsi paniusie wolą zmienić temat na muzykę. Scena kończy się gorzkim podsumowaniem jednego z młodych bohaterów: naród polski jest jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, ale wewnątrz wciąż płonący ogniem oporu.

Scena VIII. Pan Senator

Najbardziej rozbudowana i najbardziej satyryczna scena dramatu, rozgrywająca się w przedpokoju Senatora w Wilnie. Widzimy carskiego urzędnika w akcji: przyjmuje donosy, obraża się na sugestie, że śledztwo jest "tajemne", knuje intrygę mającą wciągnąć w spisek niewinnego księcia Czartoryskiego, żeby zyskać uznanie cara. Do przedpokoju wdziera się ślepa matka Rollisona, błagając o wiadomość o synu torturowanym w śledztwie - Senator zbywa ją i każe wpuścić dopiero na chwilę, "żeby nie hałasowała". Scena przechodzi w groteskowy bal: Senator tańczy menueta z narzeczoną jednego z gości, dworzanie plotą pochlebstwa po francusku, a młodsi bohaterowie z boku szepczą o zemście na katach.

Nagle idylla pryska. Za drzwiami rozlega się rozpaczliwy krzyk matki Rollisona - jej syn został wyrzucony przez okno klasztoru, w którym był więziony. Chwilę później słychać uderzenie pioruna: ginie doktor, który wcześniej pomagał Senatorowi w śledztwie i przypadkiem zdradził się ze współczuciem dla więźniów. Ksiądz Piotr, obecny w tle sceny, patrzy na to z niemym, przerażającym spokojem proroka, który wie więcej niż mówi.

Scena IX. Noc dziadów

Dramat zamyka się nawiązaniem do tytułowego obrzędu. Guślarz i kobieta imieniem Wdowa (dawna narzeczona Gustawa) odprawiają na cmentarzu obrzęd dziadów, próbując przywołać duchy - w tym ducha dawnego ukochanego kobiety, tego samego Gustawa, który w Prologu "umarł", by narodził się Konrad. Guślarz opisuje przerażające wizje: upiora skąpca przelewającego z ręki do ręki rozpalone srebro, upiora uwodziciela rozszarpywanego wciąż na nowo przez piekielne psy. W finałowej wizji orszak duchów przemyka na północ, ku Sybirowi, a wśród nich Guślarz rozpoznaje bohatera o piersi przeszytej tysiącem mieczów i jedną, najgroźniejszą raną na czole - zadaną sobie samemu. To rana pychy, której nawet śmierć nie potrafi uleczyć. Dramat kończy się błaganiem o ocalenie tej duszy: "Ach, ulecz go, wielki Boże!".

Główni bohaterowie - szybka ściągawka

  • Konrad (dawniej Gustaw) - główny bohater, poeta-więzień, którego osobiste cierpienie z miłosnego zawodu przeradza się w cierpienie za cały naród. W Wielkiej Improwizacji domaga się od Boga władzy nad duszami ludzi, popadając w bluźnierczą pychę, którą ostatecznie ratuje egzorcyzm księdza Piotra.
  • Ksiądz Piotr - pokorny zakonnik, przeciwieństwo Konrada. Zamiast żądać władzy, oddaje siebie w ofierze za innych. Ma mistyczną wizję cierpienia i przyszłego zmartwychwstania Polski, w tym przepowiednię tajemniczego wybawiciela "czterdzieści i cztery".
  • Senator (Nowosilcow) - carski urzędnik prowadzący śledztwo przeciwko wileńskiej młodzieży, uosobienie służalczości, chciwości na awanse i cynizmu władzy. Przedstawiony w karykaturalny, groteskowy sposób, zwłaszcza w scenach salonowych.
  • Żegota - naiwny, zamożny gospodarz aresztowany na początku Aktu I, wprowadza czytelnika w realia więzienia oczami kogoś, kto dopiero uczy się okrucieństwa systemu.
  • Rollison - młody więzień torturowany podczas śledztwa, którego los (śmierć po wypadnięciu z okna) i rozpacz ślepej matki stają się symbolem bezmyślnego okrucieństwa carskiego aparatu represji.
  • Ewa - pobożna, niewinna dziewczyna ze sceny czwartej, symbol czystej, prostej wiary przeciwstawionej intelektualnej pysze Konrada.
  • Wdowa - kobieta z finałowej sceny dziadów, dawna narzeczona Gustawa, wciąż opłakująca utraconą miłość i próbująca przywołać jego ducha w noc zaduszkową.

Zobacz również: