Ten Obcy – streszczenie
Wstęp – Wyspa i jej „załoga"
Powieść rozpoczyna się przedstawieniem miejsca akcji: rzeka Młynówka przepływa wśród ugorów, piasków i lasów w pobliżu osady Olszyny. Podczas ostatniej wiosennej powodzi rzeka wyżłobiła nowe koryto i odcięła od lądu pas brzegu porośnięty kilkunastoma drzewami – tak powstała wyspa. Ogromna topola przewróciła się i jej pień zwisł nad wodą niczym pomost, a korona prawie dosięgnęła wyspy. Dwaj cioteczni bracia – czternastoletni Marian Pietrzyk i dwunastoletni Julek Miler – przerzucili między gałęziami topoli a płaskim brzegiem dwie długie żerdzie, tworząc kładkę. Pomagały im przy tym dwie dziewczyny: żywa i odważna Pestka Ubyszówna oraz nieśmiała, wrażliwa Ula Zalewska.
Czwórka przyjaciół uznała wyspę za swoją własność i postanowiła pilnować jej w tajemnicy przed „obcymi". Wyspa stała się ich „załogi" kryjówką – miejscem spotkań, zabaw i przygód. Na polanie pośrodku wyspy stał szałas z gałęzi leszczyny, który służył im za „namiot", a pobliska stara wierzba z wypróchniałym pniem kryła ich „magazyn" z zapałkami i skromnym wyposażeniem. Właśnie w tej prywatnej przestrzeni, 11 lipca, we wtorek, w dzień deszczowy i chłodny, zaczęła się historia, którą każde z czworga zapamiętało na długo – a może na całe życie.
Rozdział I – Obcy się zjawia
Deszczowego ranka Marian i Julek wpadają do Pestki z niepokojącą wiadomością: poprzedniego wieczoru odkryli na wyspie wygasające, jeszcze ciepłe ognisko. Ktoś nieznany przebywał na ich terenie. Pestka i Ula postanawiają ruszyć na wyspę już po południu, gdy tylko deszcz ustanie; chłopcy dołączą później. Rozmowy przy tej okazji ujawniają charakter każdego z bohaterów: Pestka jest przebojowa, pełna energii i gotowa do walki, Julek marzy o bijatyce i przygodzie, spokojny i rozsądny Marian studzi ich zapał.
Ula tymczasem, czekając na Pestkę w kuchni u ojca – doktora Zalewskiego – przeżywa bolesne chwile. Ojciec zaproponował im wspólne spędzenie wakacji, lecz stosunki między nimi są chłodne i pełne napięcia. Ula od lat żyje z ciotkami, czuje się przez ojca opuszczona i skrzywdzona. Kiedy Pestka zaczyna ją wypytywać o powody tej separacji, Ula po raz pierwszy w życiu otwiera się, by opowiedzieć wszystko – lecz w tym właśnie momencie Pestka, dostrzegłszy przez okno, że deszcz ustał, radośnie zapomina o rozmowie i zrywa się do wyjścia. Ula połyka ból, ukrywa łzy i idzie za przyjaciółką.
Na wyspie pies Uli – włochaty kundel o kołtuniastym ogonie imieniem Dunaj, który podążył za dziewczynką – zaczyna zachowywać się dziwnie: kręci się w kółko z nosem przy ziemi i warczy pod krzakiem leszczyny. Pestka zagląda pod gałęzie i natychmiast przywołuje Ulę. W zielonym cieniu leży nieprzytomny młody chłopak z zamkniętymi oczami. Pestka ocenia, że może być pijany; Ula od razu wyczuwa, że jest chory.
Pestka podejmuje decyzję: ona pobiegnie po chłopców, Ula zostanie i będzie pilnować koca Julka, który nieznajomy rozwinął i leży na nim. Dla Uli, wyjątkowo nieśmiałej i bojącej się obcych, to wielkie wyzwanie, ale czuje, że nie może sprawić przyjaciółce zawodu. Zostaje sama z chłopcem.
Kiedy nieznajomy się budzi i patrzy na nią gorączkowymi oczami, zaczyna się niezwykła rozmowa. Ula zauważa, że lewa stopa chłopca owinięta jest brudną, zakrwawioną szmatą; on sam wstydzi się tego widoku i chowa nogę pod gałęzie. Ona udaje, że nie zauważyła. Rozmowa płynie dziwnie naturalnie – chłopiec pyta, skąd się wzięła, ona odpowiada łagodnie, że chciała mu pomóc. Chłopiec mówi, że przeznaczył sobie szkłem stopę trzy dni temu, że puchnie i robi się tam „jakieś świństwo". Opowiada też o swoim psie i zdradza wiedzę o psiej psychologii – to on tłumaczy Uli, że Dunaj boi się ludzi, bo był bity. Mówi też coś niezwykłego: że śnił mu się spadanie z góry w przepaść, a potem zamiast przepaści ukazała mu się łąka – i Ula.
Widząc, że chłopca trzęsą dreszcze, Ula roznieca ognisko, zagotowuje w blaszance wodę i parzy miętę. On pije z wdzięcznością. Wkrótce zasypia. Gdy wreszcie nadbiega Pestka z Marianem i Julkiem, Ula informuje ich: chłopiec jest bardzo chory. Marian stwierdza, że nieznajomy nie pochodzi z Olszyn – nigdy go tu nie widział.
Rozdział II – We dwoje
Gdy czwórka stoi przy szałasie i zastanawia się, co robić z nieznajomym, okazuje się, że ten zdążył się przebudzić. Siedzi oparty o pień leszczyny i patrzy na nich uważnie, gorączkowymi oczami. Julek natychmiast zasypuje go pytaniami: skąd jesteś? Chłopak odpowiada lakonicznie i kpiąco: „Z daleka. Stąd nie widać." Nie chce podać miejsca zamieszkania ani wyjaśnić, co tu robi – tylko powtarza, że zaraz sobie pójdzie.
Wzmianka o tym, że jeździł autostopem, wywołuje w Julku i reszcie ogromny podziw. Chłopiec wstaje z zamiarem odejścia, lecz kiedy próbuje stanąć na nogi, twarz mu blednie, a na czole pojawiają się krople potu. Pestka ocenia sytuację błyskawicznie i proponuje: chłopiec musi pójść do doktora Zalewskiego. Ula – mimo że postanowiła nigdy nie prosić ojca o nic – zgadza się go poprosić o pomoc.
Chłopiec opiera się, twierdząc że nie ma czasu, że ma „swoją sprawę". Kiedy Pestka wspomina o zakażeniu krwi, chłopak się niepokoi i w końcu niechętnie zgadza. Idą do domu doktora. W poczekalni chłopiec zdradzą swoje nazwisko: Zenon Wójcik. Ula prowadzi go do gabinetu ojca.
Podczas gdy ojciec opatruje Zenka, Ula siedzi na werandzie i słucha przez drzwi. Słyszy, jak ojciec rozmawia z chłopcem – łagodnie, cierpliwie, z prawdziwą troską, jakby twarz lekarza zmieniła go w zupełnie innego człowieka niż ten, którego Ula zna na co dzień. Ojciec przecina wrzód i opatruje ranę. Zenek nie krzyczy. Gdy doktor stwierdza, że chłopiec musi leżeć trzy dni w łóżku i że odwiezie go do szpitala w Łętowie, Zenek nagle wyznaje, że jeździ autostopem i mieszka „u kolegi". Doktor przeczuwa, że coś jest nie tak, i prosi go o szczerość.
Chwilę po wyjściu Zenka z gabinetu okazuje się, że chłopiec wymknął się z poczekalni i zniknął. Ula biegnie za nim, krzyczy na rozstajach dróg. Bez skutku. Wieczorem, pełna bólu i rozgoryczenia, myśli o tym, że Zenek nie zaufał ani jej, ani przyjaciołom, ani ojcu.
Rozdział III – Odrzucona pomoc
Następnego ranka Julek budzi się wcześnie i słyszy za ogrodem gwizdanie – rozpoznaje hasło załogi. Wybiega i za stawkiem, w cieniu gruszy, zastaje Zenka, który spokojnie obstruguje nożem leszczynowy kij na kulę. Chłopiec spędził noc w stogu siana, bo – jak tłumaczy ze swobodną pogardą – nie widział sensu, żeby iść do szpitala.
Julek natychmiast przynosi mu ze sklepu chleb (a po różnych awanturach z babką – też mleko). Zenek pyta o drogę do Strykowa. Kiedy nadchodzi Marian, chłopak w końcu zdradza więcej: od ponad dwóch tygodni szuka swojego wujka, Antoniego Janicy, który pracuje przy budowie mostu. Wujek nie pisał od dwóch lat; Zenek pojechał do Tymianic, gdzie wujek ostatnio pracował, lecz most był już gotowy i baraki rozebrane. Trop prowadził przez kilka miejscowości, aż do Strykowa. I teraz, gdy cel jest tak bliski, przeszkadza mu chora noga.
Kiedy Marian i Julek zamierzają pojechać rowerami do Strykowa po wujka, nagle pojawia się kłopot: żaden z chłopców, do których się zwracają, nie może pożyczyć roweru od razu. Najwcześniej będzie można to zrobić pojutrze rano. Tymczasem Zenek nie może siedzieć w krzakach pod gruszą dwie doby. Pestka wpada na pomysł: Marian przeprowadzi go na rower rowerze na wyspę. Budują tam prawdziwy szałas z gałęzi – o wiele solidniejszy niż dotychczasowy „namiot" – i urządzają posłanie z paproci, jak u prawdziwych traperów.
W czasie, gdy Ula słucha za drzwiami gabinetu rozmowy ojca z Zenkiem, ojciec domyśla się, że z chłopcem coś jest nie tak, i prosi córkę o pomoc. Ula odpowiada twardo, że nie wie, gdzie Zenek jest. To pierwsze kłamstwo wobec ojca. Ojciec patrzy na nią długo i smutno, mówiąc, że chciałby pomóc – gdyby mu tylko okazano zaufanie.
Podczas pracy przy szałasie Zenek okazuje się sprawny i doświadczony: wie, jak wiązać paliki łykiem wierzbowym, jak układać gałęzie, żeby nie przepuszczały deszczu. Obserwuje ptaki i zna ich głosy. Tłumaczy też, jak zdobyć zaufanie Dunaja. Pod jego dyskretnym kierownictwem Ula po raz pierwszy karmi psa z ręki. Zenek pamiętał, że ona dawała psu jeść – Ula spostrzega to ze wzruszeniem, choć chłopiec nadal prawie na nią nie patrzy.
Rozdział IV – Rana krwawi
Gdy Marian, Julek i Zenek idą razem wzdłuż łąki w stronę drogi, Marian dostrzega, że z bandaża na nodze Zenka kapie krew na ziemię. Zatrzymują się przy stogu. Zenek kładzie się i opiera nogi o ścianę siana. Chce czekać, aż ranka zaschnie, i iść dalej. Ale krew nie przestaje sączyć się.
Julek proponuje rowerową wyprawę do Strykowa, Marian się zgadza – pojadą we dwóch. Na czas ich nieobecności Zenek wróci do krzaków pod gruszą. Jedynym problemem jest to, że chłopiec nie chce, by o nim mówiono komukolwiek, bo boi się, że dotrze do doktora. Marian i Julek obiecują powiedzieć tylko Pestce i Uli – one przyniosą mu jedzenie.
Tymczasem Pestka i Ula właśnie idą w tamtą stronę. Julek opowiada o krwawieniu i planach. Zenek pyta wprost Ulę: czy nie powie ojcu? „Ojcu też nie" – odpowiada cicho Ula. I dotrzymuje słowa, choć ojciec prosi ją o szczerość, wyczuwając, że wie więcej niż mówi.
Nie ma rowerów – Antek Majewski może pożyczyć swój dopiero pojutrze, a Edzio Grzesik czeka na wentyl. Wobec trudności z rowerami postanawiają przeprowadzić Zenka na wyspę jak najszybciej. Na wyspie wspólnie budują szałas. W czasie pracy Zenek jest inny – spokojniejszy, jakby pogodzony z przymusową przerwą. Gdy wszyscy jedzą wspólnie przygotowaną „ucztę" – kartofle, chleb, ogórki, mleko, czereśnie i herbatę z cukrem – Zenek znów wykazuje wiedzę o psach i ptakach. Cała czwórka podziwia go coraz bardziej.
Wieczorem, wracając z wyspy, Marian i Julek rozmawiają o tym, jak niezwykły jest Zenek. Julek zazdrości mu wolności, samodyscypliny i odwagi. Marian, choć bardziej powściągliwy, przyznaje wewnętrznie, że chłopiec robi na nim wrażenie.
Rozdział V – Radość i cień
Nazajutrz Zenek jest już przy brzegu, gdy czwórka przybywa na wyspę. Noga boli go mniej, opatrunek jest zmieniony i czysty – zrobił to sam, korzystając z gazy i bandażu, które Ula przyniosła i – zbyt nieśmiała, by podać bezpośrednio – przekazała przez Pestkę. Na pytanie, gdzie Ula jest, patrzy się za nią.
Przy uczcie na wyspie panuje niemal świąteczny nastrój. Zenek opowiada o ptakach, które widział o świcie – sikorki, zielone dzięcioły, szpaki kąpiące się jak wróble. Wyspa nabiera dla całej czwórki nowego wymiaru. Zenek, po raz pierwszy od przyjazdu, wydaje się spokojny i nawet trochę szczęśliwy. Julek, słysząc od Zenka, że jego ojciec dał mu pieniądze i pozwolił jechać samemu szukać wujka, zazdrości takiego taty. Sam nigdy by nie dostał pozwolenia na samotną podróż.
Jednak w pewnym momencie Zenek przypomina, że jego pobyt ma się skończyć: „Mnie tu przecież nie będzie." Cała czwórka milknie, jak po niespodziewanym uderzeniu – nie chcą, żeby odchodził.
Tego samego popołudnia zdarza się nieprzyjemny incydent. Dwaj starsi chłopcy ze wsi – Wiktor i Władek – wchodzą na wyspę, szukając kogoś, kto skradł im jabłka. Wywiązuje się krótka, twarda bójka: Zenek bez wahania staje w obronie „swojej" wyspy i wyrzuca intruzów. Julek z zapałem mu pomaga, Marian trzyma się z tyłu, lecz jest gotowy w razie czego działać. Wiktor odchodzi z groźbą zemsty. Zenek zachowuje się jak doświadczony uliczny wojownik – sprawny, zimny, skuteczny.
Rozdział VI – Zaskoczeni
Pewnego ranka czwórka przychodzi na wyspę i nie zastaje Zenka. Szukają go bezskutecznie. Julek wpada na pomysł, że może poszedł kupić chleb do sklepiku na szosie; idą więc wszyscy tamtą drogą. Po drodze widzą na drucie pięknego, całkowicie niebieskiego ptaka, który zaraz odlatuje. Ścigają go i schodzą w zarośla przy żywopłocie.
I wtedy z pod żywopłotu wyłazi chłopak – to Zenek, z rękami pełnymi jabłek. Stoi przed nimi blady, a rumieniec wstydu powoli oblewa mu policzki. Widać, że jabłka zostały ukradzione z sadu przy drodze. Przez chwilę wszyscy milczą.
Zenek odgrywa nonszalancję – śmieje się głośno i ostro, oferuje jabłka, a gdy Marian odmawia i proponuje powrót na szosę, kpi z ich „tchórzostwa". Mówi, że rwanie jabłek to „sport dla odważnych". Pestka, dotknięta do żywego, ma ochotę udowodnić mu, że nie jest tchórzem. Julek jest rozdarty między podziwem dla Zenka a wyczuciem, że coś jest tutaj nie tak. Marian jest wstrząśnięty, ale milczy – nie potrafi powiedzieć wprost, że to kradzież.
Idą do sklepiku, piją oranżadę w ciężkiej atmosferze. Siedzą na ławce, nie bardzo wiedząc, o czym rozmawiać. Nagle słyszą za sobą krzyki i hałas – z zabudowań wyjeżdża z rykiem ogromny ciągnik. Kiedy się odwracają, widzą przerażający widok: koń, spłoszony hałasem maszyny, pędzi w szalonym galopie, a za nim toczy się wózek ogrodniczny, w którym leży małe dziecko trzymające się kurczowo krawędzi desek. Matka wybiega ze sklepu z krzykiem.
Wszyscy stoją jak sparaliżowani – tylko przez sekundę. Potem Zenek roztrąca Mariana i Julka i rusza w szalony bieg za wozem. Dogania go, chwyta za kłonicę, wskakuje na deski, chwyta dziecko, chwyta lejce i ze wszystkich sił ściąga konia. W ostatniej chwili, gdy wóz mija bariery drogowe i zbliża się naprzeciwko nadjeżdżającego auta, Zenek całym ciałem skręca lejce w prawo – wózek stacza się z nasypu szosy na łąkę i koń staje zdyszany.
Matka wyrywa dziecko z rąk Zenka z płaczem. Drogowi robotnicy i przechodnie otaczają chłopca, chwaląc go i pytając o imię, by zgłosić go do gazety. Zenek podaje fałszywe nazwisko – „Wójtczak" zamiast „Wójcik" – i wyraźnie nie ma ochoty na jakąkolwiek chwałę. Szybko odchodzi.
Dla całej czwórki epizod z jabłkami znika, jakby nigdy nie istniał. Patrzą na Zenka jak na bohatera.
Rozdział VII – Wieczór i wyznania
Po powrocie na wyspę zdarza się kolejna ważna chwila. Wiktor, który zebrał kilku swoich kolegów, znów pojawia się w pobliżu, grożąc. Zenek staje do bójki razem z Marianem i Julkiem, a intruzi zostają przepędzeni. Ula obserwuje to z oddalenia i po raz pierwszy widzi, że jej ojciec – który właśnie pojawia się w pobliżu w poszukiwaniu chłopca – jest jedyną osobą dorosłą, która mogłaby naprawdę mu pomóc.
Tego wieczoru, w niespodziewany sposób, sytuacja się zmienia. Doktor Zalewski wpada na wyspę i spotyka tam Zenka. Zamiast go zabrać lub zawiadomić milicję, siada i rozmawia z nim. Chłopiec, zmęczony i zbolały, po raz pierwszy opowiada dorosłemu człowiekowi o tym, co go gnębi. Doktor słucha go tak samo, jak słucha pacjentów – z pełną uwagą i bez osądzania. Rozmowa trwa do późna.
Ula, która nocuje tej nocy u sąsiadki, pani Cydzikowej, a rankiem wraca do domu, zastaje ojca pochylonego nad pismem. Zenek poszedł już do roboty – pomaga przy żniwach u okolicznego gospodarza, żeby zarobić trochę pieniędzy na drogę. Ojciec opowiada Uli, co wie o sytuacji chłopca, i zdradza, że sierżant Kowalski z miejscowej milicji obiecał pomóc w odszukaniu wujka.
I wtedy zaczyna się inna, nie mniej ważna rozmowa – między Ulą a ojcem. Dziewczynka, ośmielona tym, co usłyszała od Zenka, wybucha żalem: czemu ojciec nigdy jej nie zapraszał, czemu przez lata zostawiał ją samą z ciotkami? Ojciec mówi jej prawdę – że jego druga żona chciała ją zaprosić, ale ciotki prosiły o odłożenie tego „na później"; że sam przyjeżdżał do Warszawy i obserwował ją przez okno kawiarni naprzeciwko szkoły; że zawsze chciał być bliżej. Ula wybucha płaczem, a ojciec po raz pierwszy otwarcie przyznaje, że zrobił jej krzywdę – i że jej tego żałuje. Ula, po raz pierwszy w ich wspólnej historii, zwraca się do ojca per „ty".
Rozdział VIII – Spal ten list
Nazajutrz Ula dowiaduje się od ojca radosnej nowiny: sierżant Kowalski odnalazł ślad wuja Zenka – pracuje przy budowie mostu pod Tczewem. Ojciec pojechał tam osobiście w niedzielę, by sprawdzić, czy pan Janica naprawdę będzie chciał mieć u siebie siostrzeńca, a nie tylko pogodzi się z tym jako z koniecznością. Wraca przekonany: Antoni Janica jest samotnym człowiekiem, który kochał siostrę – matkę Zenka – i z radością przyjmie chłopca pod swój dach. Prosi, żeby Zenek zjawił się za trzy dni.
Doktor sam przekazuje Zenkowi tę wiadomość. Chłopiec słucha, a kiedy słyszy, że wuj „czeka na niego", coś w nim pęka. Ula w porę odwraca się ku oknu, żeby nie widzieć łez w oczach chłopca.
Następnego ranka Ula, przychodząc do domu, znajduje na stole zaadresowaną do niej kopertę. Biegnie w pole, żeby być sama. Otwiera list – od Zenka. Chłopiec pisze, że kiedy był chory na wyspie, powiedział jej, że jej nie może jeszcze wszystkiego wyjawić. Ale teraz, kiedy wyjeżdża, chce być szczery. Wyznaje, że kocha ją – lecz zaraz koryguje się i wyjaśnia, że „miłość" to jego szczerość wobec niej, zaufanie.
Opowiada prawdę o sobie: uciekł z domu, bo ojciec – alkoholik – znęcał się nad nim. Dawniej chroniła go matka, ale matka nie żyje. W domu stało się nie do wytrzymania. Jedynym miejscem na świecie, gdzie mógłby być bezpieczny, był dom wujka. Postanowił go odnaleźć, choćby na to wszystko. I odnalazł – dzięki doktorowi i dzięki Uli.
Na końcu listu prosi, żeby nikomu nie mówiła o tym, co napisał – bo to straszne tak pisać o własnym ojcu. I prosi, żeby „spaliła ten list". Sam zaś zaczyna nowe życie i chce, by po dawnym nie pozostał żaden ślad.
Ula wraca do domu i wrzuca list w ogień.
Ostatnie sceny powieści rozgrywają się w kuchni domu doktora Zalewskiego – pełnej gwaru, śmiechu i zamieszania. Pestka kroi kanapki, Julek kłóci się o gruszki dla Zenka, Marian wpisuje adresy do notesu. Pani Ubyszowa podszywa kołnierz wiatrówki Zenka i przymocowuje guziki nowej koszuli. Cała „załoga" jedzie na stację doktorską dekawką – wszyscy razem, bo tak musi być.
Zenek stoi w oknie wagonu. Marian krzyczy „Serwus!", Pestka macha ręką, Julek biegnie wzdłuż pociągu. Gdy zawiadowca podnosi znak, Ula podchodzi szybko do wagonu i podnosi twarz ku chłopcu: „Do widzenia, Zenek." On patrzy na nią przez krótką, niezauważalną dla innych chwilę i odpowiada cicho: „Do widzenia" – jak na tajemne hasło. Pociąg rusza. Po policzku Uli spływa łza. Cofa się – a ojciec staje obok niej. Ula ociera łzę o rękaw jego płaszcza.