Opowieść wigilijna – streszczenie
Wstęp i Zwrotka I: Duch Marleya
Opowieść rozpoczyna się od stwierdzenia faktu, który nie podlega dyskusji: Jacob Marley nie żyje. Nie żyje od siedmiu lat. Jedynym spadkobiercą, zarządcą i żałobnikiem był jego wspólnik, Ebenezer Scrooge. Nazwisko Marleya wciąż widnieje na szyldzie kantoru, a Scrooge jest człowiekiem tak skąpym i zimnym, że mróz nosi w sobie. Jego oziębłość zamraża jego rysy, szczypie w nos i sprawia, że jego głos jest zgrzytliwy. Jest to człowiek, który nie zna litości, a ludzie na ulicy omijają go szerokim łukiem – nikt go nie pozdrawia, a psy przewodnicy odciągają od niego niewidomych.
Akcja zawiązuje się w Wigilię Bożego Narodzenia. W Londynie panuje gęsta mgła i przenikliwy chłód. W kantorze Scrooge'a, przy maleńkim ogniu, pracuje kancelista Bob Cratchit, który marznie, bo szef oszczędza na węglu. Do kantoru wpada siostrzeniec Scrooge’a, Fred, z radosnym okrzykiem "Wesołych Świąt!". Scrooge odpowiada słynnym "Bzdura!" (ang. Humbug!), twierdząc, że święta to tylko czas płacenia rachunków i stawania się o rok starszym, ale ani grosza bogatszym. Fred, mimo szorstkości wuja, zaprasza go na obiad, lecz zostaje wyrzucony. Następnie pojawiają się dwaj dżentelmeni zbierający datki na biednych. Scrooge pyta cynicznie o więzienia i domy poprawcze, odmawiając wsparcia i sugerując, że jeśli biedni mają umrzeć, to niech to zrobią, by "zmniejszyć nadmiar ludności".
Wieczorem Scrooge wraca do swojego ponurego mieszkania, które niegdyś należało do Marleya. Gdy chwyta za kołatkę u drzwi, ta na moment zmienia się w twarz zmarłego wspólnika. Choć wstrząśnięty, Scrooge wchodzi do środka, sprawdza pokoje i siada przy kominku. Wtedy zaczynają dziać się rzeczy dziwne: dzwonki w domu zaczynają same dzwonić, a z piwnicy dobiega brzęk łańcuchów. Przez zamknięte drzwi przenika duch Jacoba Marleya. Zjawa owinięta jest długim, ciężkim łańcuchem utkanym z kasetek na pieniądze, ksiąg rachunkowych i kluczy. Ten moment jest kluczowy, gdyż Marley wyjaśnia naturę swojej kary: jest skazany na wieczną tułaczkę za to, że za życia interesował się tylko zyskiem, a nie ludźmi.
Marley ostrzega Scrooge’a, że on również kuje swój łańcuch, który jest już znacznie dłuższy i cięższy niż ten Marleya. Duch zapowiada wizytę trzech kolejnych Zjaw, które są jedyną szansą na ocalenie Ebenezera. Pierwsza ma przybyć, gdy zegar wybije pierwszą w nocy. Marley znika za oknem, dołączając do roju innych cierpiących duchów, które chcą pomóc ludziom, ale utraciły tę moc na zawsze.
Zwrotka II: Odwiedziny Ducha Wigilijnej Przeszłości
Scrooge budzi się w nocy, a zegar wybija pierwszą. Zasłony jego łóżka rozsuwa dziwna postać – Duch Wigilijnej Przeszłości. Jest to istota przypominająca dziecko, a zarazem starca, z której głowy bije jasny snop światła. Duch zabiera Scrooge’a w podróż w czasie.
Najpierw lądują w miasteczku, gdzie Scrooge się wychował. Widzi on siebie jako małego, samotnego chłopca, pozostawionego w szkole na Święta, podczas gdy inni koledzy jadą do domów. Scrooge wzrusza się na widok samego siebie czytającego przygody Ali Baby i Robinsona Crusoe – jego jedynych przyjaciół w tamtym czasie. Następnie widzi nieco starszego siebie, po którego przyjeżdża ukochana młodsza siostra, Fan (matka Freda), by zabrać go do domu, informując, że ojciec stał się łagodniejszy.
Kolejna scena przenosi ich do magazynu pana Fezziwiga, u którego młody Scrooge terminował. Odbywa się tam wspaniała zabawa wigilijna. Fezziwig, mimo że wydał niewiele pieniędzy, sprawił swoim pracownikom ogromną radość. Scrooge, obserwując to, mimowolnie przyznaje, że władza pracodawcy nad szczęściem pracowników jest ogromna.
Następnie atmosfera gęstnieje. Widzimy dorosłego już Scrooge’a w rozmowie z jego narzeczoną, Bellą. Dziewczyna zrywa zaręczyny. Mówi mu wprost, że w jego sercu zagościł inny idol – Złoty Cielec. To właśnie w tej chwili chciwość ostatecznie wygrywa z miłością, a Scrooge traci szansę na rodzinne szczęście. Widzi on, jak Bella odchodzi, by nie być ciężarem dla człowieka, który wszystko przelicza na zysk.
Ostatnia wizja tej nocy jest dla Scrooge’a torturą. Widzi Bellę po latach, jako szczęśliwą matkę w domu pełnym dzieci. Jej mąż wraca i wspomina, że widział Scrooge’a siedzącego samotnie w kantorze, podczas gdy Marley umierał. Widok tego, co stracił – ciepła rodzinnego i miłości – jest dla starego skąpca nie do zniesienia. Błaga ducha, by go zabrał, a w akcie desperacji wciska gasidło na świecącą głowę Zjawy, gasząc jej światło, po czym zapada w głęboki sen we własnym łóżku.
Zwrotka III: Odwiedziny Ducha Tegorocznego Bożego Narodzenia
Scrooge budzi się ponownie i widzi światło bijące z sąsiedniego pokoju. Wchodzi tam i zastaje go całkowicie odmienionym – ściany obwieszone są zielenią, ostrokrzewem i jemiołą, a na podłodze piętrzą się góry jedzenia: indyki, gęsi, dziczyzna, kiełbasy, pasztety, owoce i poncz. Na tronie z jedzenia siedzi olbrzymi, jowialny Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia, ubrany w zieloną szatę, z pochodnią w kształcie rogu obfitości.
Duch zabiera Scrooge’a na ulice Londynu w wigilijny poranek. Mimo szarej pogody, ludzie są radośni. Duch błogosławi domy i jedzenie ubogich kroplą ze swojej pochodni. Głównym celem podróży jest dom Boba Cratchita. Scrooge widzi biedę swojego pracownika, ale też niezwykłe ciepło rodzinne. Rodzina cieszy się z pieczonej gęsi (która jest skromna, ale dla nich wspaniała) i puddingu.
Największą uwagę Scrooge’a przykuwa Mały Tim – najmłodszy syn Boba, który jest kaleką i porusza się o kulach. Chłopiec jest słaby, ale pełen ducha. Scrooge pyta zjawę, czy Tim przeżyje. Duch odpowiada słowami samego Scrooge’a: "Jeśli ma umrzeć, niech to zrobi i zmniejszy nadmiar ludności". To zawstydza skąpca. Podczas toastu wzniesionego przez Boba za zdrowie "Pana Scrooge’a, fundatora biesiady", nad stołem zapada cisza – żona Boba niechętnie wznosi toast, robiąc to tylko ze względu na Boże Narodzenie.
Duch zabiera go dalej – do chat górników, do latarni morskiej i na statek na pełnym morzu. Wszędzie tam, mimo trudnych warunków, ludzie świętują i pamiętają o bliskich. Następnie trafiają do domu siostrzeńca Freda. Trwa tam wesoła zabawa, goście śmieją się (także ze Scrooge’a), grają w ślepą babkę i "tak i nie". Fred wyraża współczucie dla wuja, mówiąc, że jego złość krzywdzi tylko jego samego.
Gdy zbliża się koniec wizyty, Duch starzeje się w oczach (jego życie trwa tylko jeden dzień). Spod jego szaty wyłania się dwoje przerażających, wychudzonych dzieci: Chłopiec to Ciemnota, a Dziewczynka to Nędza. Duch ostrzega przed nimi, a szczególnie przed Chłopcem. Gdy Scrooge pyta, czy nie ma dla nich ratunku, Duch ponownie rzuca mu w twarz jego własne słowa: "A czy nie ma więzień? Czy nie ma domów poprawczych?". Zegar wybija północ, Duch znika, a naprzeciw Scrooge’a wyłania się mroczna postać.
Zwrotka IV: Ostatni z Duchów
Trzecia zjawa – Duch Przyszłych Wigilii – jest najstraszniejsza. To milcząca postać spowita w czarny całun, z którego wystaje tylko jedna ręka. Nie odzywa się ani słowem, jedynie wskazuje kierunki. Scrooge boi się jej najbardziej, ale jest gotów na naukę.
Duch prowadzi go na giełdę londyńską. Scrooge słyszy rozmowę biznesmenów o śmierci jakiegoś bogatego człowieka. Mówią o nim bez żalu, zastanawiając się, co zrobił z pieniędzmi i kto pójdzie na pogrzeb (nikt się nie wybiera, chyba że będzie darmowy lunch). Scrooge nie domyśla się jeszcze, o kogo chodzi.
Następnie przenoszą się do nędznej dzielnicy, do sklepu starego Joe, pasera. Przychodzą tam posługaczka, praczka i karawaniarz, którzy okradli dom zmarłego. Przynoszą jego rzeczy: zasłony zdarte z łóżka (gdy ciało jeszcze na nim leżało), pościel, a nawet koszulę zdartą ze zwłok. Jest to obraz ostatecznego upadku godności ludzkiej w zderzeniu z chciwością – zmarły umarł samotnie, a sępy rzuciły się na jego dobytek. Scrooge jest przerażony tą sceną.
Duch pokazuje mu następnie pokój, w którym leżą przykryte zwłoki, opuszczone przez wszystkich. Scrooge nie ma odwagi odkryć twarzy zmarłego. Prosi Ducha o pokazanie jakiejkolwiek emocji wywołanej tą śmiercią. Duch przenosi go do domu dłużników, którzy cieszą się, że ich bezlitosny wierzyciel zmarł, co daje im czas na spłatę długu. To jedyna emocja – ulga.
Scrooge prosi o pokazanie czułości związanej ze śmiercią. Trafiają do domu Cratchitów. Panuje tam smutek. Mały Tim nie żyje. Bob Cratchit stara się być silny dla rodziny, odwiedził już miejsce na cmentarzu. Rodzina obiecuje sobie, że nigdy nie zapomni Tima.
Na koniec Duch prowadzi Scrooge’a na cmentarz. Wskazuje na zaniedbany grób. Scrooge drżąc, odczytuje napis na płycie nagrobnej: EBENEZER SCROOGE. Pojmuje, że to on był tym nielubianym zmarłym, którego okradziono i o którym nikt nie płakał. Pada na kolana, łapie rękę Ducha i błaga o litość, obiecując, że zmieni swoje życie, że będzie czcił Boże Narodzenie w sercu przez cały rok i nie zapomni lekcji od wszystkich trzech Duchów. Ręka Ducha zaczyna drżeć i zamienia się w słupek łóżka.
Zwrotka V: Koniec to czy początek?
Scrooge budzi się we własnym łóżku. Jest oszołomiony szczęściem, że wciąż żyje i ma czas na poprawę. Ściska zasłony, które nie zostały ukradzione. Biega po domu jak szalony, śmiejąc się i płacząc jednocześnie.
Wygląda przez okno i pyta chłopca na ulicy, jaki dziś dzień. Dowiaduje się, że jest Boże Narodzenie – Duchy załatwiły wszystko w jedną noc. Scrooge posyła chłopca do sklepu po największego indyka, jaki tam wisi, i każe wysłać go anonimowo do Boba Cratchita. Jest zachwycony myślą, że Cratchitowie nie będą wiedzieli, od kogo to prezent.
Scrooge goli się, ubiera w najlepszy strój i wychodzi na miasto. Uśmiecha się do każdego napotkanego przechodnia. Spotyka dżentelmena, który wczoraj zbierał datki, i szepce mu do ucha kwotę (ogromną), która ma zawierać zaległe sumy z wielu lat. Następnie idzie do domu siostrzeńca. Fred przyjmuje go z otwartymi ramionami. Scrooge spędza tam wspaniały wieczór.
Nazajutrz rano Scrooge czeka w kantorze na Boba Cratchita. Bob spóźnia się osiemnaście i pół minuty. Wchodzi przerażony, spodziewając się awantury. Scrooge udaje srogość, po czym nagle, z uśmiechem (i lekkim szturchnięciem Boba w żebra), oznajmia, że podnosi mu pensję! Obiecuje pomóc jego rodzinie i zająć się leczeniem Małego Tima.
Opowieść kończy się informacją, że Scrooge dotrzymał słowa. Stał się dla Małego Tima (który nie umarł) jak drugi ojciec. Stał się tak dobrym przyjacielem, tak dobrym pracodawcą i tak dobrym człowiekiem, jakiego znało to stare miasto. Choć niektórzy śmiali się z jego przemiany, on nie dbał o to. Wiedział, jak zachować ducha Bożego Narodzenia przez cały rok. O nikim innym nie mówiono, że potrafi tak wspaniale świętować Boże Narodzenie, jak o Ebenezerze Scrooge'u. Niech to samo powiedzą o nas wszystkich.