Kamienie na Szaniec – streszczenie
Informacje ogólne
„Kamienie na szaniec" to powieść dokumentalna Aleksandra Kamińskiego, napisana w 1943 roku i wydana konspiracyjnie w Warszawie jeszcze w czasie trwania okupacji. Książka opowiada o prawdziwych wydarzeniach i prawdziwych ludziach – harcerzach z 23. Warszawskiej Drużyny Harcerzy, działających w konspiracji pod kryptonimem Szare Szeregi. Tytuł pochodzi z wiersza Juliusza Słowackiego „Testament mój" i nawiązuje do słów umierającego Rudego, który przed śmiercią szeptał: „A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei, / Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec..."
Bohaterami są trzy postacie historyczne: Tadeusz Zawadzki „Zośka", Jan Bytnar „Rudy" i Aleksy Dawidowski „Alek" – uczniowie Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie, harcerze, żołnierze podziemia, którzy oddali życie za Polskę.
Rozdział I – Słoneczne dni
Rozdział otwiera bezpośrednie, gawędziarskie zwrócenie się narratora do czytelnika: „Posłuchajcie opowiadania o Alku, Rudym, Zośce i kilku innych cudownych ludziach..." Kamiński przedstawia trójkę głównych bohaterów na tle ich środowiska – szkoły, domu i harcerstwa – jeszcze przed wybuchem wojny.
Alek (Aleksy Dawidowski) – wysoki, szczupły blondyn o niebieskich oczach, zawsze się uśmiechający, pełen entuzjazmu i namiętnego zaangażowania we wszystko, co robi. Ma silne zacięcie przywódcze i naturalne zdolności do skupiania wokół siebie ludzi. Jego wielką słabością jest gorączkowość i roztrzepanie, z którymi uczy się walczyć pod wpływem przyjaciół. Organizuje wokół siebie „Klub Pięciu" – grupę najlepszych narciarzy i wielbicieli przygody. Pochodzi z rodziny inteligenckiej – ojciec jest kierownikiem fabryki, a dom rodzinny daje mu solidne podstawy moralne.
Rudy (Jan Bytnar) – piegowaty rudzielec o wybitnej inteligencji, której wyraz widać przede wszystkim w skupionych, refleksyjnych oczach i szerokim czole. Intelektualista i marzyciel, żyjący w świecie myśli i uczuć, ale zdolny do konkretnych działań, gdy tego wymaga sytuacja. Na wycieczkach jest kucharzem drużyny – gotuje zadziwiająco dobrze. Z natury raczej samotny, zbliża się do wybranych przyjaciół powoli, ale głęboko. Jest pierwszym uczniem w klasie.
Zośka (Tadeusz Zawadzki) – najpiękniejszy z trójki, o tak delikatnych rysach i złotych włosach, że kolegów aż korci, żeby go nazywać dziewczęcym imieniem. Paradoks polega na tym, że za tą urodą kryje się niezwykła siła woli, upór i dar przywódczy. Wychowany w ciepłym, intelektualnym domu (ojciec to profesor Politechniki Warszawskiej), jest wyjątkowo blisko związany z matką. Jego cechą charakterystyczną jest pozorne wycofanie i milczenie przy równoczesnym naturalnym sprawowaniu władzy nad otoczeniem.
Wszyscy trzej należą do 23. Warszawskiej Drużyny Harcerzy zwanej „Bukami", którą prowadzi ich nauczyciel geografii Leszek Domański „Zeus" – człowiek zaledwie kilka lat starszy od uczniów, który wprowadza zwyczaj mówienia sobie po imieniu i razem z nimi chodzi do kina.
W czerwcu 1939 roku, po zdaniu matury, cała czwórka wyjeżdża z Zeusem na dziesięciodniową wycieczkę w Beskidy Śląskie. Na polanie na Równicy, wśród zapachu łąk i szumu drzew, rozmawiają o Polsce, która potrzebuje dobrych inżynierów i nauczycieli, o pracy nad własnym charakterem i o marzeniach. Ktoś wspomina, że może będzie wojna. Śmieją się: Hitler obejrzy się pięć razy, zanim skoczy na Polskę i Anglię. A jak skoczy, to dostanie w zęby. Śpiewają piosenkę o słonecznym dniu i ruszają do Brennej.
Rozdział II – W burzy i we mgle
Wrzesień 1939 roku okazuje się miesiącem katastrofy psychologicznej dla całego narodu. Polska ponosi błyskawiczną klęskę militarną, a społeczeństwo, wychowane na propagandzie głoszącej niepokonalność armii, nie jest na to przygotowane.
Zeus zbiera harcerstwo warszawskie i na rozkaz ewakuuje chłopców na wschód – są za młodzi na front, ale jako przyszłe rezerwy muszą opuścić teren zagrożony przez wroga. Buki maszerują przez kilkanaście dni w tłumie milionów uchodźców, obserwując bombardowania wsi, naloty na kolumny uciekinierów i potworną bezsilność cywilów. Jedyną chwilą prawdziwej pomocy jest moment, gdy Alek zatrzymuje siłą ciężarówkę na szosie i zmusza kierowcę do zabrania rannych z zbombardowanego pociągu.
Po wkroczeniu wojsk radzieckich od wschodu Zeus zarządza powrót. Wracają do Warszawy w stanie głębokiego przygnębienia – akurat gdy miasto kapituluje po heroicznej obronie. Warszawa w październiku 1939 roku to miasto ruin, zgliszczy, wybuchów bomb i pierwszych zielonych mundurów okupanta.
Gestapo szybko zaczyna działać. Podczas jednej z pierwszych rewizji aresztują ojca Alka – uznanego działacza przemysłowego i społecznego. Gdy gestapowiec w cywilu przykłada Alkowi pistolet do brzucha i żąda informacji o ukrytych pieniądzach, chłopiec odpowiada spokojnie: „Strzelaj pan." Niemiec nie strzela – prawdopodobnie zaskoczony hardością kilkunastoletniego chłopca. Jest to pierwsza prywatna „deklaracja wojny" Alka wobec okupanta.
Alek daje sobie słowo, że dopóki ojciec będzie więziony, nie tknie cukru. W czerwcu 1940 roku ojciec zostaje rozstrzelany w lasach Palmiry wraz z kilkudziesięcioma innymi działaczami. Alek zwalnia się ze złożonej obietnicy – i natychmiast decyduje się na czynny opór.
Buki szukają miejsca w podziemiu. Tymczasem zarabiają na życie: szklą okna wybite podczas bombardowań, Alek jeździ rikszą, Rudy udziela korepetycji, Zośka prowadzi małą „fabrykę" marmolady z matką i przyjaciółmi. Przez te miesiące uczą się też tajnych kompletów i samokształcą. Przez pewien czas współpracują z podziemną organizacją PLAN – demokratyczną grupą młodzieżową – ale rozstają się z nią po kilku miesiącach, bo nie pasują charakterologicznie do jej partyjno-politycznego stylu pracy. PLAN pada wkrótce ofiarą pierwszej dużej wsypy i gestapo aresztuje kilkadziesiąt osób; z Buków nikt nie ucierpia.
Rozdział III – W służbie Małego Sabotażu
Wiosną 1941 roku Buki trafiają w końcu na właściwy tor. Wstępują do Organizacji Małego Sabotażu „Wawer" – konspiracyjnej struktury kierowanej przez samego Aleksandra Kamińskiego, późniejszego autora tej książki. Wawer prowadzi propagandę uliczną: wypisuje hasła na murach, rozkleja nalepki, niszczy hitlerowskie szyldy i symbole, organizuje akcje mające łamać morale Niemców i podnosić ducha Polaków.
Pierwsze zadanie dotyczy fotografów wystawiających w witrynach zdjęcia żołnierzy niemieckich. Alek jedzie rowerem po Marszałkowskiej i systematycznie rozbija szyby – cztery naraz, korzystając z huku przejeżdżającego tramwaju jako kamuflażu. Wraca dumny i promienieje.
Rudy zaczyna od wypisywania słynnego sloganu „Tylko świnie siedzą w kinie" – walka z kinami, bo ich dochody zasilają budżet propagandy niemieckiej. Napis musi być pisany spokojnie i równo, mimo że ktoś może w każdej chwili nadejść; to szkoła panowania nad sobą. Rudy pisze go na murach koszar SS przy ulicy Rakowieckiej i dorabia od siebie rysunki świń siedzących na krzesłach. Rysunek długo krąży po mieście jako temat rozmów.
Zośka koordynuje pracę całego rejonu i jest prawdziwym reżyserem każdej akcji. Opracowuje szczegółowe plany, przewiduje niebezpieczeństwa, wyznacza ludzi do zadań. Jego dewizą, zapożyczoną od pewnego stróża, który nakrył ich przy pisaniu haseł i spokojnie ich napomniał, staje się: „spokojnie, panowie, nie tak ostro."
Szczególnie sławne stają się akcje związane z literą V. Gdy Goebbels przejmuje inicjatywę i ogłasza, że V to symbol przyszłego zwycięstwa Niemiec, Wawer natychmiast odpowiada: V zostaje rozszerzone do słowa „verloren" – „Deutschland verloren" (Niemcy zgubione). Gdy propaganda głosi hasło „Deutschland siegt an allen Fronten", Wawer zamienia jedną literę: „Deutschland liegt an allen Fronten" – Niemcy leżą na wszystkich frontach.
Największą sławę przynosi Alkowi akcja przy pomniku Kopernika. Niemcy zasłonili polski napis mosiężną tablicą z napisem po niemiecku. Alek wychodzi o świcie 11 lutego, gdy mróz jest tęgi i ulice puste, wspina się na cokół i odkręca cztery potężne śruby – jedną po drugiej, zaskoczony, że tak łatwo. Płyta z hukiem spada na marmurowe stopnie, Alek pędzi, zatrzymuje się, nasłuchuje – cisza. Ostrożnie wraca i ciągnie ciężką płytę przez śnieg aż do ulicy Obożnej, gdzie zakopuje ją w zaspie. Po kilku dniach kilku młodych ludzi spokojnie wywozi ją sankami. Gubernator Fischer w rewanżu zarządza usunięcie pomnika Kilińskiego. Alek natychmiast maszeruje za lorą wiozącą pomnik do Muzeum Narodowego i na jego murach wypisuje: „Ludu Warszawy – jam tu! Jan Kiliński."
Za tę akcję gestapo aresztuje kogoś bliskiego Alkowi. Alek na kilka miesięcy musi opuścić Warszawę i ukrywa się u rodziny swojej narzeczonej Basi na wsi. Tam po raz pierwszy mają czas na długie spacery, rozmowy o życiu i planach na przyszłość.
Przez cały ten czas Rudy zadziwia pomysłowością techniczną. Konstruuje specjalny stempel z poduszeczką do nabijania kotwic, wymyśla „wieczne pióro" pozwalające pisać farbą wielkie litery bez maczania, sporządza jajka-granaty z farbą do niszczenia szyldów. Jest też wynalazcą „systemu blokowego" do zawieszania flag: klucze do latarni, zwijane chorągiewki z nitką i sznurkiem, rozwijające się na komendę. W nocy przed Trzecim Maja Zośka i Rudy objeżdżają Warszawę i wieszają flagi biało-czerwone na latarniach i drutach tramwajowych. Rudy przy tym rysuje w pełnym świetle kotwicę na pomniku lotnika przy pl. Unii Lubelskiej.
Rozdział IV – Dywersja
Listopad 1942 roku jest przełomowy. Niemcy ponoszą klęski pod Stalingradem i El-Alamein. Kierownictwo Sił Zbrojnych w Kraju decyduje się na wzmożenie akcji dywersyjnej i powołuje Kedyw. Zośka, Alek i Rudy zostają przeniesieni z Małego Sabotażu do Grup Szturmowych i wchodzą w skład oddziałów dywersji.
Pierwsza akcja to wysadzenie pociągu w sylwestrową noc 1942/1943 roku w okolicach Kraśnika. Uczestniczą Zośka i Rudy; Alek zostaje ze zgryźliwą miną na uboczu. W mieszkaniu Rudego przez kilka dni przygotowują miny i zapalniki elektryczne. Wyjeżdżają do lasu, zakładają ładunki, ale ziemia zamarznięta – nikt nie wziął kilofów. Kopią nożami i pilnikami. Kiedy wreszcie miny są gotowe, czekają na pociąg. Rudy ubezpiecza robotę i nagle słyszy kroki – ktoś idzie z latarką. Okazuje się, że to pijany wracający z sylwestra; musi go pilnować przez całą akcję. Pociąg najeżdża, Zośka daje sygnał, zapalnik elektryczny zawodzi, ktoś szarpie za zapalnik mechaniczny i ładunki wybuchają dosłownie w ostatniej chwili. Pociąg towarowy wykolejia się, sześć wagonów z materiałem wojennym dla frontu płonie. W drodze powrotnej auto wywraca się do rowu – na szczęście nikt nie ucierpiał.
17 stycznia 1943 roku odbywa się słynna łapanka. Gestapo i policja wyłapują ponad 5000 mężczyzn i kobiet. Tego dnia Alek wychodzi z domu z tajnymi instrukcjami dywersyjnymi w kieszeni i trafia wprost na obstawioną ulicę. Zatrzymany, wsadzony do ciężarówki jadącej na Pawiak – zachowuje się spokojnie i z planem. Podczas jazdy wyciąga dokumenty z kieszeni i przez szczelinę w podłodze wozu ciska je na jezdnię. Na Pawiaku nie czeka – pcha się do grupy wywożonych odkrytą ciężarówką, siada przy barierze i gdy auto zwolni na zakręcie Miodowej i Krakowskiego Przedmieścia, przerzuca nogi na zewnątrz i skacze. Policjanci krzyczą, ale Alek wmiksowuje się w tłum i jest wolny. Dzwoni do Zośki: „Halo, Zośka, zgubiłem dokumenty, pożycz mi swoje." Rudy tego samego dnia ucieka po linie z drugiego piętra, bo patrol otoczył jego kamienicę.
Ewakuacja przy Brackiej – Rudy dowodzi ubezpieczeniem podczas dwugodzinnej operacji wynoszenia materiałów z konspiracyjnego mieszkania. Do bramy wchodzą granatowi policjanci, wchodzą werkschutze – Rudy wszystkich wpuszcza i rozbraja. Jeden z volksdeutschów strzela, Rudy strzela w odpowiedzi, jest krótka walka. Rudy dostaje kulę w udo, Zośkę trafia rykoszet w piętę. Obaj wychodzą, chwieją się, przez pomyłkę wsiadają do cudzego auta. Zośka wyciąga pistolet i każe szoferowi jechać. Wkrótce gestapo otacza budynek – odjechali w sam czas.
Rudy w swoim plutonie „Sad" staje się coraz lepszym dowódcą. Pewnego zimowego wieczoru rozbraja oficera SS na ulicy Emilii Plater. Wcześniej rozważa przez długi czas etykę zabijania – nawet jeśli wroga i z powodów patriotycznych. W końcu rozwiązuje ten problem w zgodzie z sumieniem i chrześcijańskim światopoglądem. Stoi sam naprzeciwko oficera SS, celuje i strzela. Gdy Niemiec pada, Rudy schyla się i mówi do niego po niemiecku, pytając, czy słyszał o Oświęcimiu i metodach gestapo. Odbiera mu pistolet i odchodzi spokojnie.
Rozdział V – Pod Arsenałem
Jest to serce książki – rozdział o największym napięciu dramatycznym.
22 marca 1943 roku Rudy wieczorem odprowadza Zośkę do domu. Jest pogodny i szczęśliwy – mówi, że nie ma teraz żadnych zmartwień. Zośka dzwoni wieczorem do Rudego, żeby powiedzieć dobranoc. Rudy schodzi boso do telefonu. Dobranoc.
O czwartej trzydzieści w nocy sześciu gestapowców wkracza do mieszkania Rudego. Rewizja odkrywa kompromitujące materiały. Rudego i jego ojca zabierają na Pawiak i od razu zaczyna się przesłuchanie. Rudy wyrzekił się wszystkiego – ale nie mógł wyrzec się blizny na udzie, która zdradziłaby jego udział w dywersji. Więc tak się kręcił podczas bicia, żeby ciosy padały właśnie na bliznę i ją niszczyły. Był bity na stojąco pięściami, leżąc kijem i pejczem, na podłodze butami. Miażdżono mu dłonie podkowami. Zemdlały budzono go kopaniem w brzuch. Kij złamano mu na głowie.
O aresztowaniu Rudego przyjaciele wiedzą rano. Zośka natychmiast decyduje: odbijemy. „Odbijemy jeszcze dziś!" Gorączkowe narady, rozkazy, gońcy w różne strony. Wesoły – człowiek pracujący jako sprzedawca czekoladek w gmachu gestapo na al. Szucha – zbiera informacje o trasie i czasie przejazdu więźniarki.
Wieczorem wszystko gotowe. Zośka jest na stanowisku. Ale z góry przychodzi rozkaz: rozładować akcję. Zośka milknie, mieni się na twarzy – i ściąga ludzi z posterunków. Ledwo skończył, ulicą przejeżdża więźniarka. Tragiczna bezsilność.
Mijają dwa dnie wyczekiwania. Wreszcie w piątek Wesoły podaje pewną wiadomość: więźniarka jedzie przez miasto o godzinie 17, ulicą Bielańską. Mają trzy godziny. Naczelnik Szarych Szeregów Florian Marciniak patronuje akcji. Dowodzenie obejmuje Stanisław Broniewski „Orsza", bo Zośka jest zbyt emocjonalnie zaangażowany.
26 marca 1943 roku, przy skrzyżowaniu Bielańskiej i Długiej, ustawia się trzy oddziały – dwa z granatami i pistoletami, jeden z butelkami z benzyną. Tuż przed przejazdem więźniarki z bramy wychodzi granatowy policjant i widząc pistolet wyciąga własny. Zośka strzela, policjant pada. Więźniarka skręca w Długą zamiast w Nalewki – za późno. Butelki benzyny rozbijają się na masce, samochód staje w płomieniach. Z szoferki wyskakują dwaj gestapowcy, od Nalewek biegnie oficer SS. Alek spokojnie bierze go na cel i strzela. Hitlerowiec pada.
Walka trwa kilka minut. Pięciu gestapowców zostaje zabitych. Zośka wyskakuje spoza kolumny Arsenału i pędzi na ukrytego za autem ostatniego gestapowca. „Naprzód!" – krzyczy nienaturalnym głosem. Wszyscy skaczą za nim. Otwierają więźniarkę. Wydostaje się 25 więźniów, wśród nich – Rudy.
Przyjaciele unoszą go na ramionach. Widzą dopiero teraz: zielonawo-żółta twarz, zapadnięte policzki, ogromny siniec, sztywne otwarte oczy. Rudy ściska dłoń Zośki i szepcze: „Tadeusz, ach Tadeusz, gdybyś wiedział..."
Na ulicy Długiej, podczas odskoku, Alek dostaje kulę w brzuch. Siada na chodniku, patrzy na krew, chwyta granat i rzuca go pod boczne wejście do Arbeitsamtu, skąd strzelają Niemcy. Wciąga go do cudzego auta. Gestykuluje i opowiada kolegom o akcji, mimo rosnącego bólu. „To, że mnie dotąd omijało – mówi do Basi – było nieznośne. Teraz wszystko w porządku."
Operacja nie pomaga. Alek przez kilka dni jeszcze jest pogodny, żartuje, pyta o Rudego (nie wie, jak ciężki jest jego stan). „Wyśpię się za wszystkie czasy." Basia siedzi przy nim i trzyma go za ręce. Gasną jednocześnie, 30 marca 1943 roku.
Rudy przez kilka dni leży otoczony przyjaciółmi. Cały ból, cały czas wspomina razem z Zośką. Śmieją się, rozmawiają, trzymają się za ręce. W ostatnich godzinach Rudy cierpi okrutnie. Gdy Czarny Jaś recytuje mu Słowackiego, Rudy szepcze sine wargami:
„Lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei,
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec..."
Rudy i Alek umierają tego samego dnia – 30 marca 1943 roku.
W miesiąc po śmierci Rudego oddział wykonuje wyrok na gestapowcu Schultzim, który nadzorował jego katowanie. Trzy tygodnie później – na gestapowcu Langem, który prowadził śledztwo. Obaj giną na ulicach Warszawy.
Rozdział VI – Celestynów
Po śmierci przyjaciół Zośka popada w głęboką depresję. Spóźnia się na spotkania, chodzi zaniedbany, nie rozmawia. Jedyną ulgą jest pobyt na wsi z ojcem i siostrą Hanią. Ojciec sugeruje, żeby Zośka opisał wspomnienia o Rudym. Zośka pisze – dwadzieścia stron maszynopisu – i zatytułowuje je „Kamienie rzucane na szaniec". Gdy wkrótce potem spotyka Kamińskiego, który chce napisać książkę o przyjaciołach, Zośka gorąco nakłania go do nadania jej właśnie tego tytułu.
Na wsi Zośka rozmawia dużo z siostrą. Opowiada jej o nowych ludziach w oddziale, którzy szybko dojrzewają, wypełniając miejsce po Rudym i Alku. Porównuje drużynę do lasu: „To i tamto drzewo pada pod siekierą, a tymczasem cały las rośnie i pnie się ku górze..."
Wracając do Warszawy, Zośka otrzymuje nowe zadanie: zorganizować i przeprowadzić akcję odbicia więźniów transportowanych pociągiem z obozu w Majdanku do Oświęcimia. Rozpoznanie przeprowadza skrupulatnie: rysuje rozkład więźniarki, studiuje rozkłady jazdy, jedzie oglądać trasę. Wybiera stację Celestynów, małą stacyjkę wśród świerków na linii Lublin-Warszawa.
19 maja 1943 roku o południu przychodzi alarmowa wiadomość. Zośka uruchamia aparat alarmowy – kilka aut jedzie szosą pod Celestynów. Zośka prowadzi swój ulubiony opel, obok siedzi kapitan Pług (obserwator). Nocą oddział zajmuje stanowiska. Czekanie jest niepewne: pociąg się spóźnia o kilka godzin, potem na sygnale staje pociąg z żołnierzami Reichswehry.
O pierwszej w nocy wreszcie wjeżdża właściwy pociąg. Maciek biegnie szukać więźniarki i nagle – w świetle latarki – staje twarzą w twarz z gestapowcem, który wyszedł się załatwić. Maciek strzela. Chaos. Zośka jest wściekły – plan poszedł w diabły przez niezaplanowaną sytuację. Ale szybko odzyskuje inicjatywę: „Maciek, atakuj!" Ludzie wyskakują spod wagonów, rzucają granat przez okienko, łomem rozbijają zasuwę drzwi. Zośka strzela do gestapowców.
Więźniarką otwierają się: wybiega 49 więźniów. Są zupełnie cali. Akcja trwała 40 minut. O dwie godziny w nocy Zośka jedzie z powrotem do Warszawy, wioząc dwóch rannych skoczków spadochronowych z Londynu.
Tymczasem w Warszawie pełni się dalej służba: akcje odwetowe, organizowanie samochodów, szkolenia, rozmowy. Kapitan Pług – obserwator w Celestynowie – nie musiał odzywać się ani razu: Zośka przeprowadził akcję bezbłędnie.
Rozdział VII – Wielka Gra
Mijają letnie miesiące 1943 roku. Dywersja rozgorzała na całej linii. Grupy Szturmowe Szarych Szeregów wykonują kolejne zadania – raz z powodzeniem, raz z niepowodzeniem.
Największą klęską jest wyprawa czarnocińska. Zośka ma wysadzić most pod Czarnocinem. Wszystko idzie nie tak: samochód zwiadowczy zostaje zatrzymany przez żandarmów, jeden z ludzi ginie, Zośka spóźnia się, pociąg z czołgami przejeżdża cały przez most, miny uszkadzają most tylko częściowo. W drodze powrotnej drugie auto wpada do rowu. Trzech ludzi idzie pieszo szosą – i wtedy z zaskoczenia atakuje ich żandarmski patrol. Andrzej Zawadowski „Gruby" ginie od pierwszych strzałów. Feliks Pendelski „Felek" mimo ran odpiera atak – zabija dwóch żandarmów, rani kolejnych – ale dostaje odłamkami z granatów i umiera. Maciek cudem uchodzi.
Aresztowanie Zośki – Zośka idzie z panem Jankiem na grób Oracza, niesie bukiet róż. W ich wewnętrzną kieszonce ma zawinięty w bibułkę kwiatów mały świstek z danymi do fałszywego dokumentu. Trafiają na patrol. Oficer każe rozwinąć kwiaty – i ze środka wypada karteczka. Zośkę prowadzą na Szucha. Jednak jeden z policjantów przez pomyłkę oddaje Zośce jego dokumenty razem ze świstkiem w środku. Zośka w poczekalni dyskretnie połyka karteczkę. Na przesłuchaniu odpowiada spokojnie i pewnie – mimo to trafia do więzienia na tydzień. Wesoły (sprzedawca czekoladek w gmachu gestapo) przeprowadza dyskretne zabiegi i po siedmiu dniach Zośka wychodzi.
Po wyjściu z więzienia Zośka mówi: „Zrobiłem odkrycie, że na świecie prócz konspiratorów istnieją też ich matki, ojcowie, siostry i żony. Nie bardzo pewien jestem, kogo opiewać musi pieśń gminna: konspiratora przystrojonego we wspaniałe szaty bohaterstwa, czy wylękłą matkę, co wieczór przeżywającą na nowo męki czekania..."
Toczą się długie wieczorne rozmowy o Polsce, o niebezpieczeństwach kombatanctwa i pychy, o tym, jak żyć po wojnie. Ojciec Zośki ostrzega: najmroczniejsze rafy powojenne to chęć używania życia po cierpieniach, poczucie własnej wyjątkowości i „ideologia kombatancka". Andrzej Długi przypomina słowa Rudego: „Życie jest tylko wtedy coś warte, jeśli jest służbą."
Zośka angażuje się też w zakładanie tajnych kompletów dla harcerzy, którzy zaniedbali naukę. Grono profesorów Batorego pod kierunkiem dyrektora Radwańskiego staje do współpracy. Komplety ruszają.
Finał przychodzi w nocy z 20 na 21 sierpnia 1943 roku. Zośka prowadzi atak na posterunek żandarmerii we wsi Sieczychy pod Wyszkowem. Przez trzy dni oddział biwakuje w lesie owianym wspomnieniami powstania 1863 roku. Wieczorem przed atakiem siedzą przy ognisku, wspominają Alka i Rudego. O północy pochód przez pola w ciszy, w blasku księżyca.
O umówionej porze Zośka daje sygnał. Filipinka wybucha pod płotem baraku. Zośka z oddziałem pędzi ku furtce. Kopie drzwi, wskakuje na próg – i dostaje kulę w pierś. Osłania się o ścianę, czuje, że traci siły. Obok w pędzie przelatują jego ludzie. Zaczynają wchodzić do baraku, strzały, wrzask. Głosy stają się coraz dalsze. Przed oczami Zośki migają twarze – Alek, Rudy – kto to Długi czy Rudy? Bezsilne ciało osuwa się ku ziemi.
Akcja w Sieczychach odnosi pełne zwycięstwo. Z całego polskiego oddziału krew przelał tylko jeden człowiek: Zośka. Tadeusz Zawadzki „Zośka" ginie 21 sierpnia 1943 roku. Ma dwadzieścia dwa lata.
Książka kończy się słowami narratora:
„Walka trwa. Trzeba przerwać tę opowieść. Opowieść o wspaniałych ideałach BRATERSTWA i SŁUŻBY, o ludziach, którzy potrafią pięknie umierać i PIĘKNIE ŻYĆ."