Proszę państwa do gazu – opracowanie i streszczenie

Tadeusz Borowski · Współczesność

1. Informacje ogólne o utworze

„Proszę państwa do gazu" to opowiadanie Tadeusza Borowskiego, napisane w 1946 roku i opublikowane w zbiorze „Pożegnanie z Marią" (1948). Utwór należy do tzw. opowiadań oświęcimskich – cyklu krótkich próz opartych na osobistych doświadczeniach autora z pobytu w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.

Borowski trafił do Auschwitz w 1943 roku jako polityczny więzień nieżydowskiego pochodzenia. W odróżnieniu od Żydów, którzy byli skazani na śmierć natychmiast po przybyciu, miał numer obozowy i był traktowany jako siła robocza. Przeżył obóz i wojnę, jednak w 1951 roku, w wieku 28 lat, popełnił samobójstwo.

Opowiadanie uznawane jest za jeden z najważniejszych i najbardziej wstrząsających tekstów polskiej literatury XX wieku oraz za kluczowy dokument literacki dotyczący Holokaustu i mechanizmów zła w warunkach totalitarnego ludobójstwa.


2. Gatunek i forma

„Proszę państwa do gazu" to opowiadanie – krótki utwór prozatorski skupiony na jednym epizodzie fabularnym. Borowski wypracował jednak własną, oryginalną poetykę, która wyróżnia jego teksty spośród innych relacji obozowych.

Kluczową cechą formalną jest narracja pierwszoosobowa – narrator o imieniu Tadek opowiada o wydarzeniach, których sam był uczestnikiem i świadkiem. To bezpośrednie, osobiste „ja" jest zabiegiem celowym i głęboko moralnie niepokojącym: narrator nie jest obserwatorem z zewnątrz, lecz człowiekiem uwikłanym w obozowy system, który korzysta z jego okrucieństwa.

Styl opowiadania jest charakterystycznie chłodny, sprawozdawczy i lakoniczny. Borowski opisuje zbrodnie z pozycji kogoś, kto się do nich przyzwyczaił – bez patosu, bez komentarza moralnego, bez wyraźnego oburzenia. Ta pozorna obojętność jest jednym z największych środków artystycznych i literackich: przez swój kontrast z opisywaną grozą działa na czytelnika silniej niż jakikolwiek lament.

Utwór należy do tradycji literatury faktu i prozy dokumentarnej, choć jest zarazem dziełem literackim o wysokim stopniu artyzmu. Łączy w sobie cechy relacji świadka, prozy psychologicznej i oskarżycielskiego eseju moralnego.


3. Autor i autobiografizm

Tadeusz Borowski urodził się w 1922 roku w Żytomierzu. Dorastał w Polsce, studiował polonistykę na tajnym Uniwersytecie Warszawskim w czasie okupacji. W 1943 roku aresztowano go i wywieziono do Auschwitz, gdzie otrzymał numer 119198. Następnie trafił do obozu w Dautmergen i Dachau. Po wyzwoleniu wrócił do Polski.

Narrator opowiadań, Tadek, to postać literacka zbudowana na autobiograficznych podstawach, ale nie identyczna z autorem. To ważne rozróżnienie: Borowski nie pisze prostej spowiedzi, lecz kreuje narratora jako typ – człowieka zlagrowanego, ukształtowanego przez obóz, moralnie zdegradowanego przez sam fakt przeżycia.

Autobiografizm służy tu wiarygodności i demistyfikacji: żadna fikcja nie byłaby w stanie zbudować tak wiarygodnego obrazu obozu jak relacja naoczna. Borowski to doskonale rozumiał i świadomie wybrał taką poetykę.


4. Czas i miejsce akcji

Miejsce akcji

Akcja rozgrywa się w obozie koncentracyjnym Auschwitz II – Birkenau (niem. Konzentrationslager Auschwitz-Birkenau), na terenie okupowanej Polski podczas II wojny światowej. Konkretnym miejscem akcji jest:

  • Blok obozowy – gdzie na początku narrator i przyjaciele siedzą na pryczach i jedzą,
  • Rampa kolejowa (tzw. Judenrampe) – główne miejsce akcji; to tu przyjeżdżają transporty z Żydami, tu odbywa się selekcja, tu rozgrywa się scena rozładunku.

Rampa opisana jest z fotograficzną dokładnością: żwirowy placyk otoczony drzewami, drewniany barak-kantyna dla esesmanów, stosy szyn i materiałów budowlanych, wysokie słupy z lampami. Borowski celowo opisuje ją jako „sielankową" – to jeden z najbardziej wstrząsających zabiegów stylistycznych w tekście, bo zestawia estetykę prowincjonalnej stacyjki z masowym mordem.

Czas akcji

Akcja dzieje się latem 1944 roku – w kulminacyjnym okresie deportacji węgierskich Żydów do Auschwitz, gdy komory gazowe działały z maksymalną wydajnością. W tekście pojawia się wzmianka o transporcie z Będzina i Sosnowca – miast z terenu Zagłębia Dąbrowskiego, gdzie znajdowały się duże skupiska żydowskie.

Czas akcji obejmuje jeden dzień i noc – od leniwego poranku na pryczach, przez popołudniowy i wieczorny rozładunek pierwszego transportu, nocne oczekiwanie, aż po rozładunek drugiego transportu nocą i powrót do obozu o świcie. Powrót kończy się widokiem kominów krematorium.


5. Charakterystyka postaci

Tadek – narrator i główny bohater

Tadek jest więźniem obozowym nieżydowskiego pochodzenia, należącym do komanda Kanada – elitarnej grupy więźniów zajmującej się rozładunkiem transportów i sortowaniem odebranych deportowanym rzeczy. Przynależność do Kanady oznaczała względny przywilej: dostęp do jedzenia, ubrań i lepszych warunków.

Tadek jest postacią głęboko niejednoznaczną – i o to chodzi Borowskiemu. Z jednej strony widać w nim resztki człowieczeństwa: chleb w walizce dotknęły ręce jego matki, pyta Henriego „czy jesteśmy dobrzy ludzie?", wymiotuje z przerażenia, nie może wziąć do rąk niemowlęcia. Z drugiej – jest w pełni uwikłany w system: wyrywa walizki z rąk deportowanym, pije spirytus, żartuje z kolegami, handluje z esesmanami, myśli o butach. Jego obojętność wobec idących na śmierć nie jest moralna – jest wymuszona przez obóz, jest ceną przeżycia.

Borowski stworzył w Tadku postać „człowieka zlagrowanego" – kogoś, kto zachował życie biologiczne, ale utracił część człowieczeństwa. Narrator nie jest ani bohaterem, ani potworem – jest człowiekiem unicestwionym moralnie przez system, który sam go ocala.

Henri

Francuz, prawdopodobnie z Marsylii, doświadczony więzień Kanady. Jest cynikiem i pragmatykiem – on od Bożego Narodzenia przeprowadził przez swoje ręce milion ludzi i traktuje to jak rutynową pracę. Mówi Tadkowi kłamstwo o kąpieli, gdy spotyka znajomych idących na śmierć. Jest bardziej pogodzony z obozową rzeczywistością niż Tadek. Pełni rolę mentora obozu – uczy Tadka, jak się zachowywać, co brać, czego unikać. Jego spokój jest przerażający.

Marsylczyk

Otyły, o twarzy „jak z miniatur Coswaya", komunista i rentier jednocześnie. Filozofuje przy jedzeniu, cytuje Marksa, rozważa religię jako opium dla ludu – i zaraz po tym idzie rozładowywać transport. Jest ucieleśnieniem absurdu ideologicznego w obliczu obozu: jego przekonania są bezsilne wobec mechanizmu, w którym uczestniczy.

Andrej

Marynarz z Sewastopola. Pijany, brutalny. W kluczowej scenie uderza uciekającą od dziecka kobietę i wrzuca ją siłą na ciężarówkę razem z dzieckiem. Esesman chwali go za to. Andrej to postać, która pokazuje, jak przemoc staje się w obozie normą – i jak za jej wykonywanie można zyskać aprobatę oprawców.

Deportowani – zbiorowy bohater

Przybysze z transportu nie mają imion – są masą, falą, tłumem. Borowski opisuje ich przez fizyczne szczegóły: twarze w okienkach, usta łapiące powietrze, dłonie wyciągające się z wagonów. Wśród nich wyróżniają się jednak trzy postacie, które na chwilę stają się indywidualne:

Kobieta odrzucająca dziecko – matka, która wyrzeka się własnego dziecka, bo wie lub przeczuwa, że z dzieckiem pójdzie na śmierć, a bez niego może trafić do obozu i przeżyć. Ta scena jest jedną z najbardziej przejmujących w tekście – ukazuje, jak obóz niszczy nawet najgłębsze instynkty.

Dziewczyna z jasnymi włosami – piękna, pewna siebie, domyśla się prawdy. Na pytanie, dokąd ich wiozą, narrator milczy. Ona sama wyciąga wniosek, odrzuca głowę z pogardą i idzie na auto. Jej godność w obliczu śmierci kontrastuje boleśnie z bezradnością narratora.

Starzec z opaską – do końca monotonnie powtarza, że chce rozmawiać z komendantem. Esesman śmieje się: za pół godziny będzie gadał z „największym komendantem". Ta scena ukazuje absurd wiary w instytucje w obliczu zorganizowanego ludobójstwa.


6. Koncepcja narratora – „człowiek zlagrowany"

Jednym z najbardziej oryginalnych i kontrowersyjnych elementów prozy Borowskiego jest typ narratora, który sam jest uczestnikiem i beneficjentem systemu, który opisuje. Tadek nie jest niewinnym świadkiem – korzysta z rzeczy zabranych deportowanym, je ich jedzenie, żartuje, pije spirytus. I jednocześnie pyta: „Czy my jesteśmy dobrzy ludzie?"

Borowski wprowadził tym pytaniem kluczowy problem moralny swojej prozy: co stało się z człowieczeństwem w warunkach totalnego terroru? Odpowiedź jest brutalna: obóz wytworzył nowy typ człowieka – kogoś, kto przeżył, ale za cenę moralnej degradacji. Nie z własnej winy, lecz z powodu systemu, który tak właśnie działał.

Ten zabieg literacki był przez lata krytykowany jako „zacieranie różnicy między katem a ofiarą". Jednak Borowski nie stawia znaku równości między esesmanem a więźniem – on pokazuje, jak system wciąga wszystkich w mechanizm zła, jak niszczy ludzi nawet tych, których zachowuje przy życiu.


7. Język i styl

Styl Borowskiego jest pozornie prosty, ale niezwykle precyzyjny. Kilka jego cech zasługuje na szczególną uwagę:

Chłód sprawozdawczy – zdania krótkie, rzeczowe, pozbawione patosu i emocji. Borowski opisuje zbrodnie tak, jakby relacjonował dzień pracy. Ten dystans jest celowy i przerażający.

Ironia – tytuł opowiadania „Proszę państwa do gazu" to ironiczne sparafrazowanie uprzejmego zaproszenia. Podobnie rampa opisana jako „sielankowa", albo wzmianka o „ordnung muss sein" przy liczeniu ludzi idących na śmierć. Ironia służy tu jako oskarżenie – pokazuje, jak zbrodnia była zorganizowana, cywilizowana i rutynowa.

Kontrast – Borowski zestawia ze sobą obrazy jedzenia i śmierci, urody i ohydy, muzyki i krzyku. Jedzą kanapki z sardynkami, a obok idą ludzie do gazu. To zestawienie nie jest przypadkowe – ukazuje mechanizm dysocjacji, bez której przeżycie w obozie nie byłoby możliwe.

Wielojęzyczność – w tekście mieszają się język polski, niemiecki, francuski, rosyjski, jidysz. To obraz wielonarodowej społeczności obozu i jej rozkładu: Babel zagłady.

Szczegółowość – Borowski wymienia marki sardynek, nazwy miast, liczby, numery transportów. Ta dokumentacyjna dokładność ma wymiar etyczny: nie pozwala zapomnieć, nie pozwala uogólnić, nie pozwala oderwać się od konkretu.


8. Problematyka i główne tematy

Mechanizm odczłowieczenia

Centralne pytanie opowiadania brzmi: jak to możliwe, że ludzie uczestniczyli w masowym mordzie i jednocześnie jedli kanapki? Borowski odpowiada: przez obóz jako system totalny, który odczłowieczał wszystkich – ofiary i katów, więźniów i esesmanów. Odczłowieczenie było stopniowe, metodyczne i nieodwracalne.

Wina i współudział

Borowski stawia pytanie o winę ofiar, które przeżyły. Tadek jest więźniem, ale uczestniczy w systemie zagłady. Nie morduje, ale organizuje. Nie rozkłada trupów, ale bierze buty. Ta granica między przeżyciem a współudziałem jest dramatycznie cienka – i to właśnie ją Borowski eksploruje.

Obojętność jako mechanizm ochronny

Obojętność Tadka na los deportowanych nie jest prawdziwą obojętnością – jest mechanizmem psychologicznym, który pozwala mu funkcjonować. Borowski pokazuje, że w warunkach ekstremalnych człowiek musi wyłączyć empatię, żeby przeżyć. To nie jest moralny wybór – to efekt presji systemu.

Zorganizowane zło

Borowski konsekwentnie ukazuje, że Holokaust nie był wybuchem dzikiego okrucieństwa, lecz zorganizowaną, biurokratyczną operacją. Esesman z notatnikiem liczy kreski za każde auto. Karetka Czerwonego Krzyża wozi gaz. Rampa ma schodki dla wygody. To właśnie ta rutynowość i sprawność jest najbardziej przerażająca.


9. Motywy literackie

Motyw obozu koncentracyjnego

Obóz w prozie Borowskiego nie jest piekłem z zewnątrz – jest rzeczywistością, w której się żyje, je, śpi i rozmawia. To obóz jako świat zastępczy, mający własne prawa, hierarchię, walutę i moralność. Borowski jako pierwszy w polskiej literaturze pokazał obóz od środka, oczami człowieka, który w nim funkcjonuje, a nie cierpi biernie.

Motyw głodu i jedzenia

Jedzenie w opowiadaniu pełni rolę symboliczną i psychologiczną. Więźniowie Kanady jedzą przez cały czas – kanapki, pomidory, boczek, kakao, spirytus – podczas gdy obok nich idą na śmierć tysiące ludzi. Jedzenie jest znakiem przywileju, ale i znakiem moralnego otępienia. Grecy jedzą ze śmietnika ze zwierzęcą łapczywością – to obraz człowieka zredukowanego do popędu przeżycia.

Motyw śmierci dzieci

Dzieci pojawiają się w opowiadaniu wielokrotnie: poduszone niemowlęta w wagonie, mała dziewczynka krzycząca „mamo", dziecko rzucone przez Andreja na ciężarówkę, dziewczynka bez nogi szeptem mówiąca, że boli. Borowski nie sentymantalizuje tych obrazów – opisuje je tym samym chłodnym tonem. Właśnie ta bezemocjonalność jest najbardziej wstrząsająca.

Motyw matki i dziecka

Scena z kobietą, która wyrzeka się własnego dziecka, jest jednym z kluczowych punktów opowiadania. Borowski nie potępia tej kobiety – ona chce żyć, obóz ją do tego zmusił. Pokazuje jednak, jak system niszczy nawet macierzyński instynkt, uważany za absolutny i nienaruszalny.

Motyw piękna w obliczu śmierci

Dziewczyna z jasnymi włosami – piękna, pewna siebie, idąca na śmierć z pogardą – to jeden z najbardziej poruszających obrazów opowiadania. Jej piękno kontrastuje z obozową ohydą. Narrator dostrzega jej zegarek i myśli o kimś bliskim, kto miał taki sam. To chwila, gdy przez pancerz obojętności przedostaje się ludzkie uczucie.

Motyw religii i jej bezsilności

Pod prycą Tadka modli się rabin. Komentarze więźniów są cyniczne: „niech się drze, prędzej do komina pójdzie". Marsylczyk cytuje Marksa o opium dla ludu. Borowski nie atakuje religii – pokazuje, że w realiach obozu religia jest bezsilna wobec zorganizowanego zła. Apel do Boga przy niemowlętach pada w próżnię.

Motyw współudziału i bierności

Wszyscy bohaterowie opowiadania są w różnym stopniu współuczestnikami systemu. Więźniowie Kanady kradną z walizek, ubijają ludzi na autach, wynoszą trupy. Czynią to, żeby przeżyć – ale czynią. Borowski pokazuje, że obóz nie pozostawia miejsca na czystość moralną: można wybrać tylko rodzaj zaangażowania w zło.

Motyw rutyny zbrodni

Jeden z najbardziej przerażających aspektów opowiadania to codzienność zagłady. Esesmani piją kawę, rozmawiają o dzieciach, pokazują sobie zdjęcia – i liczą trupy. Pan z notatnikiem robi kreski za każde auto. Karetka Czerwonego Krzyża wozi gaz. Rampa jest „sielankowa". Zbrodnia jest tu nie eksplozją dzikości, lecz nudną, dobrze naoliwioną procedurą.

Motyw wolności i więzienia

Paradoks obozu polega na tym, że więźniowie Kanady mają względną wolność: mogą jeść do syta, mają dostęp do rzeczy, mają pewne swobody. Ale ta wolność jest złudna i kupiona za straszną cenę. Zielone drzewa za ogrodzeniem są „bliskie i nieosiągalne". Obóz jest światem zamkniętym, z którego nie ma wyjścia – nawet dla tych, którzy w nim żyją.

Motyw liczb i statystyk

Borowski konsekwentnie operuje liczbami: 28 tysięcy kobiet, milion ludzi przez ręce Henriego, 15 tysięcy w jednej nocy, 4,5 miliona spalonych do końca wojny. Ta matematyka śmierci jest jednym z najbardziej przerażających zabiegów – pokazuje skalę, której ludzki umysł nie może ogarnąć.


10. Streszczenie

Część I – Spokojny poranek w obozie

Opowiadanie zaczyna się w środku letniego, gorącego dnia w obozie Birkenau. Trwa odwszawianie – cały obóz jest zamknięty, więźniowie chodzą nago lub w samej bieliźnie. Wśród nich narrator Tadek siedzi z kilkoma kolegami na pryczy i je: rozkładają chleb przysłany z Warszawy przez matkę narratora, boczek, pomidory, otwierają puszkę mleka. Henri – Francuz z Marsylii – marzy o szampanie i zapowiada, że przyniesie buty, gdy znów pójdą na rampę.

Rozmowa toczy się swobodnie, niemal beztrosko. Pod prycą modli się głośno rabin; Tadek i marsylczyk komentują to z cynizmem. Marsylczyk – komunista i rentier zarazem – filozofuje o religii jako opium dla ludu. Na dole, na niższych pryczach, leżą wycieńczeni „muzułmanie" – więźniowie skrajnie wyniszczeni.

Nagle do bloku wbiega goniec z wiadomością: transport nadchodzi. Blokowy wywołuje komando Kanady. Henri zeskakuje z pryczy, Tadek dołącza do grupy, bo brakuje kilku ludzi. Maszerują przez bramę obozu, liczeni przez esesmanów, i biegną na rampę.

Część II – Oczekiwanie na rampie

Rampa jest spokojnym miejscem – żwirowy placyk w cieniu drzew, przy prowincjonalnej bocznej linii kolejowej. Tadek słucha wskazówek Henriego: nie brać złota ani pieniędzy, bo grozi rozstrzelanie, można brać jedwabne koszule, buty z dziurkami. Kucają pod szynami, w skrawkach cienia. Kilku głodnych Greków myszkuje między szynami i zjada zepsute resztki jedzenia; więźniowie patrzą na nich z pogardą.

Esesmani zjeżdżają motocyklami i samochodami. Piją mineralną wodę w kantynie, rozmawiają o listach od rodzin, pokazują sobie zdjęcia dzieci. Na rampie panuje rutynowy spokój, przerywany tylko rozmowami i upałem.

Wreszcie z oddali słychać gwizdek kolejarza. Pociąg towarowy wciska się tyłem na rampę.

Część III – Pierwszy transport

W małych zakratowanych okienkach widać blade, rozczochrane twarze – przerażone kobiety i mężczyzn. Gdy pociąg staje, z wagonów zrywają się rozpaczliwe krzyki: „Wody! Powietrza!". Esesman daje znak posterunkowi, ten strzela serią z automatu. Krzyki cichną. Rygle szczękają, wagony się otwierają.

Z wagonów wylewają się ludzie z ogromnym bagażem – walizki, plecaki, paczki, cały dobytek. Natychmiast wyrywają im paczki z rąk, ściągają palta. Dokonuje się selekcja: zdrowi mężczyźni i kobiety na prawo – na lager, reszta na lewo – na ciężarówki prosto do gazu. Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża – jak się okazuje, wiezie w niej cyklon B.

Wewnątrz wagonów Tadek znajduje podeptane, poduszone niemowlęta. Esesman każe mu oddawać je kobietom. Kobiety z przerażeniem uciekają. Siwa, wysoka pani bierze od Tadka niemowlę i szepcze tylko „dziecko, dziecko". Idzie z nim w stronę aut.

Tadek opiera się o ścianę wagonu, czuje się zupełnie rozbity. Henri ściąga go spod wagonów. Tadek wyznaje mu, że wzbiera w nim niezrozumiała złość na tych ludzi – nie współczuje im, chciałby rzucić się na nich z pięściami. Henri odpowiada spokojnie: to normalne, to przewidziane, obóz tak działa, złość wyładowujesz na słabszych, bo inaczej nie możesz. Tadek leży pod szynami, obrazy mieszają mu się w głowie.

Przez rampę przelewa się kolejna fala: mężczyźni, kobiety, dzieci. Kobieta ucieka od małej dziewczynki krzyczącej „mamo!". Andrej, pijany marynarz, dogania kobietę, uderza ją, wrzuca siłą na ciężarówkę razem z dzieckiem. Esesman chwali go. Tadek pije spirytus z manierki Andreja. Jest mu niedobrze.

Spośród tłumu wychodzi dziewczyna z bujnymi jasnymi włosami – piękna, pewna siebie. Patrzy na Tadka i pyta, dokąd ich wiozą. Tadek milczy. Dziewczyna sama wyciąga wniosek – „już wiem" – i z pogardą w głosie idzie na auto. Tadek widzi tylko jej włosy we wzniesionym pyle.

Rozładunek trwa. Trupy z wagonów, kaleki, dzieci – wszystko ląduje na ciężarówkach. Starzec bez przerwy powtarza, że chce mówić z komendantem. Esesman śmieje się, że za pół godziny będzie gadał z „największym komendantem". Dziewczynkę bez nogi dwaj więźniowie niosą za ręce i za jedną, pozostałą nogę; szepce, że boli. Rzucają ją na auto.

Rampa pustoszeje. Pan z notatnikiem zamknął strony: piętnaście tysięcy. Kanada ustawia się do odmarszu.

Część IV – Nocny transport i powrót

Kiedy Kanada wraca do obozu, z daleka słychać kolejny gwizd. Znów transport. W ciemności wagony wynurzają się z mroku. Znów krzyki, znów strzały z automatu. Tym razem jakaś dziewczynka wypadła z okna wagonu na żwir. Dostała obłędu – chodzi w kółko, wymachuje ramionami i wyje. Esesman podchodzi, kopie ją butem, strzela dwa razy. Nieruchomieje.

Tadek wchodzi do wagonu. Buchnął ciepły, słodki zapach. Wagon do połowy wypełniony jest nieruchomymi, splątanymi ciałami. Gdy chwyta trupa za rękę, dłoń kurczowo zaciska się wokół jego nadgarstka. Tadek krzyczy i ucieka. Wymiotuje pod wagonem. Leży na zimnych szynach i marzy o powrocie do baraku, o pryczach i śnie.

Rozładunek trwa. Świta. Kominy krematoriów wyrzucają potężne słupy dymu, które łączą się nad Birkenau w czarną rzekę. Transport sosnowiecki już się pali. Kanada wraca do obozu. Mija oddział SS maszerujący ze śpiewem na zmianę warty: „Und morgen die ganze Welt…" – „A jutro cały świat…". Więźniowie usuwają się im z drogi.


11. Wymowa i znaczenie

„Proszę państwa do gazu" jest tekstem, który zmienia czytelnika bezpowrotnie – nie dlatego, że opisuje grozę, ale dlatego, że pokazuje mechanizm, który tę grozę produkował. Borowski nie pyta, jak można było dopuścić do Holokaustu – pyta, jak to było możliwe, że ludzie w nim uczestniczyli, a jednocześnie jedli kanapki i rozmawiali o butach.

Odpowiedź, którą daje, jest przerażająca w swojej prostocie: przez nawyk, rutynę, konieczność przeżycia i stopniowe odczłowieczenie, które dokonywało się niepostrzeżenie, dzień po dniu, transport po transporcie. Nie ma w tym tekście potwora – jest tylko człowiek w warunkach, które z człowieka robią narzędzie systemu.

To przesłanie jest ponadczasowe. Borowski napisał tekst nie tylko o Auschwitz, ale o tym, co może stać się z człowiekiem, gdy system zła jest wystarczająco totalny i wystarczająco dobrze zorganizowany.