Motyw Maski i Pozoru
- Poziom podstawowy
- Księga Rodzaju - Biblia
- Konrad Wallenrod - Adam Mickiewicz
- Dziady część III - Adam Mickiewicz
- Kordian - Juliusz Słowacki
- Lalka - Bolesław Prus
- Potop - Henryk Sienkiewicz
- Wesele - Stanisław Wyspiański
- Ferdydurke - Witold Gombrowicz (rozdziały I, II, III, VII, VIII, XIV)
- Wybrane opowiadania - Tadeusz Borowski (Proszę państwa do gazu, Ludzie, którzy szli)
- Dżuma - Albert Camus
- Rok 1984 - George Orwell
- Tango - Sławomir Mrożek
- Poziom rozszerzony
Motyw maski i pozoru dotyczy rozdźwięku między tym, kim bohater naprawdę jest, a tym, jak prezentuje się otoczeniu. W literaturze przybiera formę dosłownej maskarady, ukrytej tożsamości, udawanego szaleństwa albo społecznej fasady, za którą kryją się zupełnie inne intencje. Towarzyszy piśmiennictwu od Biblii, przez romantyczne przebrania spiskowców, aż po dwudziestowieczne rozważania o "formie" narzucanej człowiekowi przez innych ludzi. Za każdym razem pytanie zostaje to samo: co dzieje się z prawdziwym "ja", gdy trzeba nosić maskę na co dzień?
Poziom podstawowy
Poniższe utwory należą do lektur obowiązkowych na maturze 2027 z języka polskiego na poziomie podstawowym i w wyraźny sposób rozwijają motyw maski i pozoru.
Księga Rodzaju - Biblia
Jakub, za namową matki Rebeki, przebiera się w skóry koźląt i szaty starszego brata Ezawa, by wyłudzić błogosławieństwo od niewidomego już ojca Izaaka. Maska ma tu charakter dosłowny - fizyczne przebranie, które oszukuje dotyk i węch ojca, gdy ten sprawdza, czy przed nim rzeczywiście stoi owłosiony Ezaw. Oszustwo przez pozór, nawet gdy prowadzi do realizacji zapowiedzianego wcześniej losu, ma tu swoją cenę: Jakub musi uciekać przed gniewem brata i spędza długie lata na wygnaniu u Labana. Fałszywa tożsamość przynosi doraźną korzyść, lecz kosztuje bohatera rozbicie rodziny i wieloletnią tułaczkę. To jeden z pierwszych literackich przykładów maski noszonej dla zysku, która ostatecznie obraca się przeciwko temu, kto ją założył.
Konrad Wallenrod - Adam Mickiewicz
Alf, przemianowany na Konrada Wallenroda, przez całe życie ukrywa litewskie pochodzenie i udaje żarliwego krzyżackiego rycerza, by w odpowiednim momencie doprowadzić zakon do klęski. Maska lojalnego wielkiego mistrza jest tu strategią przetrwania i zemsty naraz - Konrad musi tłumić własne sumienie, znosić rozstanie z Aldoną, która zamyka się w pustelniczej wieży, i czekać latami na okazję do działania. Plan się powodzi: Konrad prowadzi krzyżacką wyprawę na Litwę na zatracenie, po czym sam odbiera sobie życie, gdy podstęp zostaje ujawniony przez wielkiego mistrza zakonu. Poemat pyta wprost, czy maska noszona w słusznej sprawie usprawiedliwia kłamstwo i zdradę jako metodę walki z silniejszym wrogiem. Wallenrodyzm jako postawa całkowicie zależy od utrzymania pozoru aż do ostatniej chwili - zdemaskowanie oznacza dla bohatera śmierć.
Dziady część III - Adam Mickiewicz
W scenie "Salon warszawski" arystokraci i urzędnicy zmieniają twarze zależnie od tego, kto akurat wchodzi do pokoju: wobec carskich dygnitarzy demonstrują uniżenie i pochlebstwa, wobec rodaków - patriotyzm, choć oba gesty są równie wyrachowane. Rosyjscy urzędnicy noszą maskę troski o dobro poddanych, podczas gdy w rzeczywistości organizują sieć donosicieli i szpiegują młodzież filomacką, czego dowodem jest wątek zdrady kolegów przez Doktora, który pod pozorem przyjaźni wydaje towarzyszy w ręce Nowosilcowa. Sam Konrad w Wielkiej Improwizacji zrzuca na chwilę wszelkie maski pokory wobec Boga, wykrzykując bluźnierstwa, których nigdy nie odważyłby się wypowiedzieć publicznie - to jedyny moment dramatu, w którym bohater zdejmuje z siebie cały pozór. Mickiewicz zestawia tu dwa rodzaje fałszu: cyniczny pozór lojalności carskich urzędników i skrywaną, lecz szczerą desperację polskich patriotów zmuszonych do noszenia masek grzeczności wobec zaborcy na co dzień. To zniewolone społeczeństwo, w którym zdjęcie maski równa się aresztowaniu - młodzież filomacka przekonuje się o tym boleśnie, trafiając za samą szczerość na Sybir.
Kordian - Juliusz Słowacki
Kordian, by dostać się w pobliże cara podczas zamachu planowanego w akcie III, przywdziewa mundur i podszywa się pod żołnierza carskiej gwardii pilnującej Belwederu. Fizyczna maska munduru ma pozwolić mu przeniknąć tam, gdzie zwykły spiskowiec nie miałby wstępu, a cały plan opiera się na tym, że nikt nie rozpozna w nim buntownika. W decydującym momencie zawodzi jednak nie przebranie, lecz sam Kordian - ogarnia go paraliżująca niemoc, mdleje z nerwów tuż przed czynem, którego wcześniej tak pragnął. Maska zewnętrzna może więc być doskonała, a mimo to zawieść, jeśli za nią nie stoi psychiczna gotowość noszącego ją człowieka. Klęska zamachu obnaża rozdźwięk między deklarowaną odwagą Kordiana a jego rzeczywistą kondycją wewnętrzną.
Lalka - Bolesław Prus
Stanisław Wokulski przez większą część powieści nosi maskę spokojnego, opanowanego kupca i naukowca, choć w środku trawi go rozpaczliwa, obsesyjna miłość do Izabeli Łęckiej. Warszawska arystokracja, do której desperacko próbuje się upodobnić, sama funkcjonuje na pozorach - salon Łęckich utrzymuje fasadę świetności przy faktycznym bankructwie majątku, a tytuły i dobre maniery maskują pustkę i pogardę dla "wyszłego z kramu" bohatera. Izabela odwzajemnia to udawanie: flirtuje z Wokulskim i przyjmuje jego pieniądze, a przy tym uważa go za istotę niższego rzędu, co wychodzi na jaw dopiero w finałowych scenach powieści. Maska towarzyska pęka ostatecznie w Zasławiu, kiedy Wokulski widzi całowanie się Izabeli ze Starskim i rozumie, że przez lata karmił się złudzeniem wzajemności. Pozór działa tu na dwóch poziomach naraz: osobistym, bo Wokulski latami dusi w sobie uczucia, i klasowym, bo cała arystokracja żyje z fasady, pod którą dawno nie ma majątku.
Potop - Henryk Sienkiewicz
Andrzej Kmicic, chcąc odkupić winy związane ze służbą u Radziwiłłów i zamachem na Wołodyjowskiego, przez znaczną część powieści świadomie buduje sobie reputację zdrajcy i bandyty, choć w rzeczywistości działa w tajnej misji na rzecz króla Jana Kazimierza. Musi znosić pogardę dawnych towarzyszy broni, przekleństwa mieszkańców Żmudzi i utratę zaufania Oleńki Billewiczówny, która przez długi czas wierzy, że ukochany naprawdę przeszedł na stronę Szwedów. Pozór zdrajcy jest tu narzędziem walki - pod przykrywką współpracy z wrogiem Kmicic zdobywa informacje, sabotuje działania szwedzkie i ostatecznie ratuje klasztor jasnogórski, zanim prawda o jego podwójnej grze wychodzi na jaw. Sienkiewicz każe bohaterowi zapłacić za tę maskę wysoką cenę emocjonalną: honor i miłość odzyskuje dopiero po długim oczyszczeniu przez cierpienie i heroiczne czyny pod zmienionym nazwiskiem Babinicz. Nawet słuszna sprawa nie chroni przed realną ceną maski - zanim Kmicic zdoła ją zdjąć, traci dobre imię i o mało nie traci Oleńki na zawsze.
Wesele - Stanisław Wyspiański
Całe wesele w bronowickiej chacie jest jedną wielką grą pozorów: inteligenccy goście z miasta udają zachwyt chłopską kulturą, podczas gdy w rzeczywistości traktują wieśniaków protekcjonalnie, a chłopi ze swej strony noszą maskę gościnności, skrywając kompleksy i wyrachowanie. Symbolem tej maskarady są zjawy przywoływane przez osoby dramatu - Chochoł, Widmo, Rycerz czy Upiór - które zdejmują kolejne warstwy pozorów i pokazują bohaterom ich prawdziwe, często tchórzliwe oblicze. Najbardziej wymowna jest scena z Chochołem, który zamiast obiecanego złotego rogu daje Jaśkowi zwykłą słomianą postać - żart, ale zarazem gorzka diagnoza narodu, który tylko udaje gotowość do czynu. Finałowy taniec pod dźwięki chochołowej kapeli, w transie i bez świadomości uczestników, obnaża, że cała "wielka chwila" była pozorem, za którym nie kryła się żadna realna siła. Wyspiański rozlicza tu całe społeczeństwo z maskarady patriotyzmu, która nigdy nie przekłada się na czyn.
Ferdydurke - Witold Gombrowicz (rozdziały I, II, III, VII, VIII, XIV)
Trzydziestoletni Józio Kowalski zostaje siłą wtłoczony przez profesora Pimkę z powrotem w szkolny mundurek i ławkę, co od pierwszych rozdziałów pokazuje główną tezę powieści: człowiek nigdy nie istnieje "sam w sobie", lecz zawsze przez narzuconą mu formę, czyli maskę zachowań i gestów, jaką nadają mu inni ludzie. W szkole Józio obserwuje starcie dwóch masek - "chłopięcości" ucznia Miętusa i "kultury" klasy - a próba ucieczki od jednej formy prowadzi go tylko w kolejną, równie sztuczną. Rozdziały o Młodziakach pokazują z kolei maskę "nowoczesności": państwo Młodziakowie i ich córka Zuta udają postępowość i naturalność, choć ich zachowanie jest równie wymuszone i teatralne jak sztywna etykieta starszego pokolenia. Gombrowicz wprowadza pojęcie "gęby" - twarzy narzucanej człowiekowi przez innych w każdej interakcji - której nie sposób uniknąć, można ją co najwyżej wymienić na inną. Powieść kończy się ucieczką Józia z Zutą w pola, poszukiwaniem "bezforemności", czyli stanu wolnego od jakiejkolwiek maski, co jednak sam autor sugeruje jako niemożliwe do trwałego osiągnięcia.
Wybrane opowiadania - Tadeusz Borowski (Proszę państwa do gazu, Ludzie, którzy szli)
Narrator-Vorarbeiter Tadek w obozowych opowiadaniach Borowskiego przywdziewa maskę obojętności i cynizmu, żeby psychicznie przetrwać codzienność Auschwitz - pomaga przy rozładunku transportów, korzysta z rzeczy zamordowanych, żartuje z kolegami, jakby to była zwykła praca. Ta maska twardości pęka w drobnych, skrywanych gestach: chwilowej odrazie na widok dziecka wyrywanego matce, milczeniu po skończonej rampie, potrzebie alkoholu, żeby zasnąć. W opowiadaniu "Ludzie, którzy szli" obojętność wobec kolejnych transportów idących na śmierć miesza się z meczem piłki nożnej rozgrywanym w cieniu krematoryjnego dymu - obraz, w którym udawana normalność obozowego życia okazuje się jedyną dostępną formą obrony psychiki. W warunkach skrajnych maska obojętności nie jest więc oznaką znieczulicy, lecz mechanizmem, który pozwala nie oszaleć i dalej funkcjonować w nieludzkim systemie. Pozór normalności staje się formą przetrwania, za którą kryje się rozpad wszystkich dawnych wartości.
Dżuma - Albert Camus
Doktor Rieux przez większą część powieści ukrywa własne wyczerpanie i lęk pod maską zawodowego spokoju, bo tylko rzeczowe, pozbawione emocji działanie pozwala mu skutecznie leczyć kolejnych chorych w zamkniętym mieście. Najciekawszym przypadkiem pozoru jest jednak Cottard, drobny przestępca zagrożony aresztowaniem jeszcze przed epidemią, który w dżumie odnajduje wygodę - powszechny chaos maskuje jego przeszłość i czyni go jednym z niewielu mieszkańców Oranu zadowolonych z sytuacji. Cottard aktywnie podtrzymuje ten stan, czerpiąc korzyści z przemytu i spekulacji, dopóki koniec epidemii nie zdejmuje maski powszechnego nieszczęścia i nie zostawia go znów samego z własną winą, co doprowadza go do desperackiej strzelaniny pod koniec powieści. Rieux, w przeciwieństwie do Cottarda, zdejmuje swoją maskę dopiero w rozmowie z Tarrou, przyznając, że jego opanowanie jest wynikiem świadomej decyzji, a nie braku uczuć. Widać tu dwa bieguny pozoru: zbiorowy, wymuszony przez samą epidemię, i indywidualny, jaki Cottard przyjmuje świadomie jako parawan dla własnej winy.
Rok 1984 - George Orwell
Winston Smith i Julia przez całą powieść noszą publiczną maskę entuzjastycznych zwolenników Partii i Wielkiego Brata, podczas gdy prywatnie, w wynajętym pokoju nad sklepem pana Charringtona, prowadzą zakazany romans i kwestionują każdy element panującej ideologii. Umiejętność "podwójnego myślenia", czyli wiary w sprzeczne twierdzenia Partii przy utrzymywaniu fasady lojalności, jest w tym świecie warunkiem przetrwania - Winston ćwiczy ją świadomie, zapisując w dzienniku myśli, za które grozi śmierć. Maska pęka dopiero w Ministerstwie Miłości, gdzie O'Brien, wcześniej udający sprzymierzeńca opozycji, okazuje się lojalnym torturzystą Partii i doprowadza Winstona do złamania w pokoju 101. Finałowa scena, w której Winston kocha Wielkiego Brata, pokazuje najbardziej przerażającą wersję motywu: państwo nie zadowala się zewnętrznym pozorem uległości, lecz wymusza, by maska stała się jedyną pozostałą prawdą o człowieku. W świecie, który opisuje Orwell, pozór lojalności to za mało - reżim nie odpuszcza, dopóki nie zniszczy wszystkiego, co mogłoby się pod maską ukrywać.
Tango - Sławomir Mrożek
Artur, młody buntownik z rodziny, w której rodzice od dawna zniszczyli tradycyjne formy i konwenanse w imię "wolności", postanawia przywrócić porządek i urządza w tym celu teatralną maskaradę - fałszywe zaręczyny z Alą, sztuczne odgrywanie tradycyjnego ślubu, wymuszone rytuały, w które sam nie wierzy, lecz uznaje za jedyne narzędzie, by zapanować nad rozprzężoną rodziną. Cała rodzina żyje w gruncie rzeczy na pokaz: udawany bunt przeciw mieszczańskim konwencjom jest równie sztuczny jak konwencje, które rzekomo obalili, a każda postawa, awangardowa czy tradycyjna, okazuje się kolejnym kostiumem. Plan Artura kończy się klęską i jego śmiercią z rąk prostackiego Edka, który - w przeciwieństwie do reszty rodziny - nie potrzebuje żadnej maski intelektualnej ani moralnej, by sięgnąć po władzę siłą. Pozór porządku, tradycji czy buntu okazuje się tu równie pusty jak pozór nowoczesności - żadna z tych postaw nie ma pokrycia w autentycznym przekonaniu. Zwycięstwo Edka, człowieka bez masek, ale i bez wartości, jest gorzką puentą o tym, co zostaje, gdy wszystkie pozory zostaną zdarte.
Poziom rozszerzony
Poniższe utwory są obowiązkowe na maturze 2027 z języka polskiego na poziomie rozszerzonym i rozwijają motyw maski i pozoru w sposób bardziej złożony niż lektury podstawowe.
Hamlet - William Szekspir
Hamlet, dowiedziawszy się od Ducha ojca o zabójstwie popełnionym przez Klaudiusza, świadomie przywdziewa maskę szaleństwa, by mieć swobodę obserwowania dworu i szukania dowodów zbrodni bez wzbudzania podejrzeń. Pod tą maską balansuje na granicy udawania i autentycznego załamania - w rozmowach z Ofelią czy Poloniuszem trudno jednoznacznie stwierdzić, gdzie kończy się teatr, a zaczyna prawdziwe cierpienie księcia po stracie ojca i pospiesznym ślubie matki z mordercą. Cały dwór duński żyje zresztą na pozorach: Klaudiusz udaje żałobnego, sprawiedliwego króla, Poloniusz szpieguje pod pretekstem troski o dzieci, a Gertruda udaje niewiedzę o zbrodni męża. Hamlet demaskuje tę powszechną obłudę za pomocą przedstawienia "Mysząłapka", które wystawia na dworze, by po reakcji Klaudiusza na scenę otrucia potwierdzić jego winę - teatr w teatrze zrywa maskę realnego mordercy. Tragedia kończy się śmiercią niemal wszystkich głównych postaci, co Szekspir przedstawia jako koszt świata, w którym prawda musi się przebijać przez warstwy udawania, zanim zostanie ujawniona.
Mistrz i Małgorzata - Michaił Bułhakow
Woland i jego świta - Behemot, Korowiow, Azazello - przez większą część powieści noszą ludzkie maski magika, tłumacza czy kelnera, pod którymi skrywają się demoniczne moce, co pozwala im swobodnie działać w moskiewskim środowisku literackim i demaskować jego zakłamanie, tchórzostwo i chciwość. Punktem kulminacyjnym motywu jest bal u szatana, na który Małgorzata, namaszczona krwią i przemieniona w czarownicę, przybywa w dosłownej masce - pudrze i klejnotach zmieniających jej twarz - by godzić się z rolą królowej balu w zamian za możliwość ratowania Mistrza. Moskiewscy literaci i urzędnicy z kolei noszą maskę ideowego zaangażowania w socjalistyczną kulturę, choć w rzeczywistości kierują nimi zawiść i strach przed donosem, co Woland bezlitośnie obnaża podczas seansu czarnej magii w teatrze Variétés, zrywając z widzów kostiumy dosłownie i metaforycznie. Piłat, w wątku biblijnym, nosi maskę bezstronnego urzędnika rzymskiego, choć w głębi duszy współczuje Jeszui i przez całą wieczność cierpi z powodu tchórzostwa, które kazało mu tę maskę zachować podczas wydawania wyroku. Maska dosłowna z balu i maska moralna, fasada ideologicznej poprawności, okazują się w tej powieści dwiema stronami tego samego mechanizmu skrywania zepsucia sowieckiego establishmentu.
Proces - Franz Kafka
Józef K. od aresztowania w dniu trzydziestych urodzin próbuje zachować maskę normalności - chodzi do pracy w banku, spotyka się z kobietami, zachowuje się, jakby oskarżenie było nieporozumieniem, które samo się wyjaśni, choć nigdy nie poznaje treści zarzutów. Sąd, który go osądza, sam funkcjonuje wyłącznie na pozorach: obraduje na poddaszach kamienic, urzędnicy noszą oficjalne miny, lecz cała procedura jest pozbawiona jawnych reguł i możliwości realnej obrony, co ksiądz w katedrze tłumaczy przypowieścią "Przed prawem" - wrota sprawiedliwości, które wyglądają na dostępne, a nigdy się nie otwierają dla proszącego. K. przez całą powieść utrzymuje towarzyską fasadę opanowania, choć stopniowo trawi go coraz większy niepokój, widoczny w wybuchach złości wobec adwokata Hulda czy malarza Tytorellego, którzy sami żyją z pozorowanego dostępu do wpływowych sędziów. Finałowa egzekucja na przedmieściu, wykonana bez wyroku i bez świadków poza dwoma urzędnikami, obnaża, że cała fasada praworządności była od początku pusta. Cała proceduralna otoczka okazuje się fasadą - pod spodem jest tylko arbitralna władza nad jednostką, przed którą nic jej nie chroni.
Sklepy cynamonowe - Bruno Schulz
W rozproszonych wśród opowiadań fragmentach "Traktatu o manekinach" ojciec narratora, Jakub, wygłasza swoją prywatną teorię materii: twierdzi, że każda forma, w tym ludzkie ciało, jest tylko tymczasową maską nałożoną na bezkształtną materię, która nieustannie pragnie innych, nowych kształtów. Manekiny krawieckie, kukły i figury woskowe stają się w tej teorii dowodem na to, że granica między człowiekiem a przedmiotem jest umowna - twarz i ciało to tylko chwilowy kostium narzucony materii przez demiurgiczny kaprys twórcy. Sam Jakub w toku opowiadań coraz bardziej traci ludzką postać - zamienia się w kondora, potem w karakona, jakby jego własna teoria masek materii realizowała się na nim samym, na oczach zdumionej rodziny. Schulz nie traktuje maski jako świadomego oszustwa jednej osoby wobec drugiej, lecz jako fundamentalną właściwość istnienia: każda forma, twarz czy ciało jest tylko przelotnym przebraniem materii, która pod spodem nie ma ustalonej tożsamości. To radykalnie inne, bardziej filozoficzne niż psychologiczne ujęcie motywu maski niż u pozostałych autorów listy.
Na pełnym morzu - Sławomir Mrożek
Trzej rozbitkowie - Gruby, Średni i Mały - uwięzieni na tratwie bez jedzenia, postanawiają zjeść jednego z nich i w tym celu urządzają pozorowane "demokratyczne" głosowanie, które od początku jest farsą: Gruby manipuluje procedurą tak, by wynik zawsze wskazywał na Małego jako ofiarę, ukrywając czysty przymus siły pod maską sprawiedliwej, wspólnej decyzji. Mały przez większą część sztuki nie ma odwagi zdemaskować tej gry i sam zaczyna przekonywać samego siebie do "dobrowolnego" poświęcenia, przywdziewając maskę idealisty gotowego umrzeć dla wspólnego dobra, choć w istocie jest ofiarą przemocy psychicznej dwóch silniejszych towarzyszy. Zwrot następuje, gdy Mały odkrywa ukrytą pod deskami szynkę, co obnaża całą sytuację jako fałszywą od początku - głód, który miał uzasadniać ludożerczy rytuał, był fikcją utrzymywaną przez Grubego dla własnych, niejasnych celów władzy. Mrożek buduje w ten sposób groteskową miniaturę mechanizmów politycznych: przemoc i przymus potrzebują demokratycznego rytuału jako maski, żeby ofiara sama, z pozoru dobrowolnie, zgodziła się na własną krzywdę. Pozór proceduralnej sprawiedliwości okazuje się tu skuteczniejszym narzędziem manipulacji niż jawna przemoc - właśnie dlatego, że ofiara sama daje na nią przyzwolenie.